Zaznacz stronę

Można odnieść wrażenie, że Bóg to „taki cwaniak” dający nam przykazanie, w którym ustawowo domaga się od nas miłości – wykorzystuje swoją pozycję, by sobie zastrzec miłość do Siebie i daje nam jeszcze jedno przykazanie, w którym mamy obowiązek kochania. Można do tego tak podejść i chyba większość z nas tak robi. Jednak warto to też zobaczyć inaczej.

Wyjść od prostego pytania o to, co jest pragnieniem Boga? Tak, możemy i powinniśmy zapytać: czego Bóg pragnie? Pragnie tego samego co my – być kochanym. To przykazanie można i trzeba odczytać jako wyrażenie pragnień Boga. Bóg pragnie być kochanym, a co za tym idzie, pragnie osobistej więzi z każdym z nas. On chce naszego posłuszeństwa, ale tylko pod warunkiem, że jest to posłuszeństwo wynikające z miłości. Ktoś powie, że to jest sprzeczne. Jeśli jednak dobrze wsłuchamy się w słowo: „posłuszeństwo”, zobaczymy, że tu nie chodzi o wypełnianie nakazów, ale o danie, komuś po – słuchu. Każdy wie, że miłość zaczyna się od wsłuchiwania się i od słuchania drugiego.

Bardzo często słyszymy, że mamy w swoim sercu takie miejsce, którego nikt, ani nic, nie jest w stanie zapełnić. Tylko Bóg, i to prawda, ale powiedzmy także odważnie, że w sercu Boga też jest takie miejsce, którego nikt i nic nie może zapełnić, jak tylko my – jako konkretne osoby. Bóg chce, z każdym z nas, dzielić swoje serce, pragnie byś napełniał Jego serce miłością i to taką, na którą tylko ciebie stać.

Jak to zrobić? Jak kochać Boga? Myślę, że pierwsze czytanie jest genialną odpowiedzią. Bardzo często chrześcijanie, dziś to u nas w Polsce też widać, używają argumentu, że skoro nas uciskają, my też mamy prawo i obowiązek iść na ostro. A Bóg mówi nie będziesz gnębił i nie będziesz uciskał. To jest mega trudna logika. Całkowicie inna niż ta, którą posługują się politycy, aktywiści różnych grup społecznych i religijnych.  Z jednej strony, trzeba być jasno określonym i stanowczym, ale z drugiej strony mamy pamiętać o tym, że naszym celem jest coś więcej niż ta ziemia. Kiedy słucha się chrześcijan, tego w jaki sposób postrzegają świat i to, co się w nim dzieje, można odnieść wrażenie, że wielu zatrzymało się na Wielkim Piątku. Tymczasem naszym celem jest Dzień Zmartwychwstania.

Można tak bronić wartości i Boga, być tak religijnym, że zapomina się o miłości, również do niewierzących w Boga. Jezus odchodząc z tego świata, powiedział, że mamy głosić Dobrą Nowinę. Stąd pytanie, które powinniśmy zadawać sobie codziennie, każdy i każda z nas, brzmi: na ile to, co głoszę, to jak żyję, jest głoszeniem Dobrej Nowiny, a na ile głoszeniem siebie i własnych poglądów czy wręcz niszczeniem drugiego człowieka? My naprawdę musimy stosować inne kryteria niż te, które stosuje cała reszta świata. My nie możemy krzyczeć tych samych haseł, co cały świat, przyklejając im tylko łatkę: „katolickie”.

Faryzeusze przez całe lata działali, w dobrej wierze, jako marionetki w rękach złego. Uciskali, walczyli z ludźmi, zamiast walczyć o nich. Warto się pytać, ile w naszej walce o tzw. wartości jest jeszcze obecny Bóg? I nie ważne czy jesteś po jednej, czy drugiej stronie, nie umywaj od tego rąk. Nie patrzmy na to, jak na teatrzyk. Ciągle trzeba nam się pytać o to, ile w naszym życiu, sposobie bycia z innymi jest Zmartwychwstania Jezusa?

Kochać Boga ponad wszystko, to odrywać się od tego życia.  Naprawdę czasem żyjemy tak, jakbyśmy byli już u kresu naszej wędrówki, jakby to życie miało być celem. Krucho jest z naszą wiarą w to, że Bóg rzeczywiście jest, że jest Królestwo Boże. Widać, to po tym, jak za wszelką cenę chcemy ten świat ustawić po swojemu. Brak nam dystansu do wielu kwestii, bo Zmartwychwstanie nie jest najważniejsze. Bóg nie jest doktryną, definicją raz pojętą. On nie jest jakimś systemem filozoficznym, którego się wyuczymy i zawsze tak będzie. Jego się nie da zamknąć w jedną wyuczoną formułkę, sposób zachowania, symbol. Bo jest Miłością. A miłość jest nie do-za mknięcia. Każdego dnia trzeba uczyć się jej na nowo.

Ryzykowne? Bardzo ryzykowne! Bo trzeba postawić na myślenie i odpowiedzialność. Może przyszły czasy, w których, jak mówił Benedykt XVI: chrześcijaństwo będzie kreatywną mniejszością, a nie bezpiecznym azylem, w którym można się schować w wygodnym nie-myśleniu, nie-działaniu?

Obyśmy tylko, nie wystawiali Boga na próbę, jak ci z Ewangelii i próbowali tak Go zmanipulować, by On był po naszej stronie, a nie tych drugich. Wtedy już Go z nami nie będzie. Bo On kocha każdego człowieka i przez każdego chce być kochany. Zbawić ten świat, a więc siebie, naszych bliskich, przyjaciół i wrogów możemy tylko w jeden sposób. Wypełniając te dwa zdania: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 
Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.

SŁOWO