Zaznacz stronę

Jestem proboszczem, ale to nie moja pierwsza praca w parafii i w Kościele w ogóle. Jakieś doświadczenie mam.

Od lat słyszę w Kościele zdanie: trzeba inwestować w młodzież, bo to nasza przyszłość, bo to przyszłość Kościoła. Kiedyś z tym zdaniem bardzo się utożsamiałem. Dziś, po latach bycia w Kościele, bycia zakonnikiem i księdzem, nie ma we mnie już takiego parcia. Uważam wręcz, że dla wielu duszpasterzy to zdanie stało się zdaniem politycznej poprawności, wielu tak mówi – to moja opinia – bo tak trzeba. Jestem coraz bardziej przekonany, że za mało inwestujemy czasu, energii i pieniędzy w Kościele w pokolenie seniorów. Myślę, że zdajemy sobie sprawę z tego, że w kościelnych kuluarach często pojawiał się pogląd, że na starość ludzie i tak przyjdą do kościoła. Okazuje się, że dzisiejszy seniorzy wcale tak nie robią.

Dzisiaj w Ewangelii jest mowa o towarzyszkach Jezusa – kobietach. Nie, nie chcę wrzucić kobiet do worka: ‚seniorzy’. Chciałbym zwrócić dziś uwagę na wszystkie osoby, które w Kościele są obecne w sposób bardzo dyskretny. Wspominamy Apostołów, póżniej Ojców Kościoła, o wiele łatwiej „na ołtarze” wynieść biskupów, księży, o wiele trudniej dopchać się na nie przychodzi zwykłym kobietom i ludziom. A jednak to właśnie te zwykłe kobiet i ludzie robią dla Kościoła i w Kościele mnóstwo dobrej roboty, której często nie widzimy, albo uważamy za drugorzędne sprawy.

Jezus miał wokół siebie ludzi i kobiety, którzy Go wspierali. I oni są bardzo ważni. Myślę, w kontekście Opola, między innymi o Pani Małgosi, która od lat, co tydzień w czwartki gromadzi seniorów na kawie, wyrywa ludzi opuszczonych z ich codzienności, by przez kilka godzin mogli z kimś pogadać, pośmiać się i pobyć z innymi. Myślę o Pani Wiesławie, która wraz z kilkunastoma innymi kobietami, obsługuje nasz parafialny Caritas. Te dzielne kobiety chodzą do domów ubogich z naszej parafii, przyjmują bezdomnych by ich ubierać, którzy nie należą do najkulturalniejszych ludzi na świecie. Robią to od lat. Myślę o Pani Heni, która przychodzi do naszej kuchni pomagać gotować i cieszy się jak dziecko, że może pomóc. Myślę o wielu innych kobietach, które chętnie pomagają i nigdy nie dostają za to pieniędzy. Wspierają swój Kościół, dając mu swój czas i pieniądze, a tak często są niezauważani, bo my inwestujemy w grupy, które mogą dać nam więcej gratyfikacji i zadowolenia.

Kościołowi grozi, jak każdej ludzkiej grupie, pokusa pójścia tylko do tych, którzy są fajni. Musimy nauczyć się zauważać w Kościele ludzi starszych i tych zza kulis. Sam widzę, po sobie, że na przykład w kancelarii nie potrafię tak samo o wszystkich myśleć w podobny sposób, że jednak są osoby, którym chętnie podaję rękę na przywitanie, albo kiedy je widzę w drzwiach odrazu podnosi mi się ciśnienie. Widzę, że jest we mnie dużo starego człowieka, który ma wzgląd na osoby.

Kobiety z dzisiejszej [KLIK] Ewangelii są dla mnie synonimem wszystkich tych osób, które nie są na pierwszej linii mojego zainteresowania i które często w Kościele są przez nas, może nie tyle marginalizowane, co uznawane za oczywiste, a co skutkuje tym, że dla wielu niezauważalne.