Zaznacz stronę

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/pytania-i-odpowiedzi/art,9,co-robic-gdy-boimy-sie-boga.html
SŁOWO
Dlaczego Pan dotknął nas klęską?
To pytanie bardzo często przewija się także w naszym życiu. Poczucie porażki jest doświadczeniem każdego z nas. I jest to Boże doświadczenie, jedno z największych błogosławieństw Boga.
Kiedy pojawia się porażka, klęska czy trudne doświadczenie – jakkolwiek to nazwiemy, pojawia się w naszym sercu oskarżenie skierowane wobec Bogu, a właśnie często wyrażane w takim czy innym pytaniu.
Bóg, ten, którego do tej pory nazywaliśmy Miłością, staje się nagle wrogiem, przeciwnikiem, a przynajmniej tym, który nie pomaga, nie daje wsparcia. Nie widzę tego wsparcia, bo brakuje dla mnie pracy, partnera życiowego, w niekończącej się walce z bezpłodnością. Jestem małżonkiem i ciągle nie mogę się dogadać z mężem/żoną, a Jego jakby nie było.
To, że w takim momencie zaczynamy w ten sposób myśleć jest zwycięstwem dyskretnego uczestnika tej wojny. Złego. Zapominamy, że on jest, że działa wprost – niszcząc to, co Bóg stworzył, albo działa poprzez naturę lub innych. Jego zamiarem jest zniszczenie wszystkiego, a przede wszystkim tego, co łączy nas z Ojcem. Wprowadzić nieprzyjaźń między Tobą a Bogiem. Nie obchodzi go, w jaki sposób to zrobi, w nim nie ma ani krzty współczucia i delikatności. Niszczyć – jedyny jego cel. Wykorzysta wszystkie środki: naturę, nasze zranienia, kompleksy, historię życia, uczucia, sytuację. Różnica między nami, a nim polega na tym, że on jest cały czas trzeźwy i czuwa. My dajemy się czasem uśpić.
Prawdą jest to, co podpowiadają mistrzowie życia duchowego, jak choćby Ignacy, że zdarzają się takie momenty, kiedy Bóg staje przeciwko nam. W rzeczywistości to przeciwko jest pozorne, bardziej tylko przez nas odczuwalne, to są te wszystkie przeciwności, które mają nas poprowadzić do przebudzenia. One się pojawiają zawsze wtedy, kiedy czujemy się bardzo silni (co samo w sobie nie jest złe) i kiedy ta siła zamiast budować zaczyna niszczyć.
Gdzie Bóg najczęściej uderza? W to, co dla nas jest źródłem poczucia własnej wartości – praca i sukcesy szeroko rozumiane. Uderza wtedy, kiedy próbujemy przeżywać swoje życie sami, kiedy w pewnym momencie dobrej passy, zaczynamy myśleć, że wszystko jest od nas zależy. To ja jestem silny, ja jestem źródłem mojego sukcesu.
To się wydarza w naszym życiu, bo z jednej strony jest konsekwencją stawiania na siebie, czynienia z siebie boga, w swoim życiu, jak i w życiu innych ludzi. Wszystko musi się kręcić wokół mnie. Ja jestem bogiem. Z drugiej zaś strony, dzięki takim doświadczeniom dochodzimy do wniosku, do którego doszli wojownicy z pierwszego czytania – potrzebujemy Boga. Oni sprowadzili Arkę – znak Jego obecności. Musieli wrócić do porządku: Bóg jest Bogiem, nie my, nie nasza siła.
Kiedy Arka znalazła się w obozie, co wcale nie było prostym zabiegiem, musieli się natrudzić przy jej przeniesieniu, wróciła ich siła i męstwo, było ono tak wielkie, że wrogowie zaczęli się tym interesować, zaczęli odczuwać strach.
A jednak Izraelici przegrywają, Arka zostaje uprowadzona. Wszystko jest nie tak, jak to zaplanowali.
Przekładając to na nasze podwórko – trzeba pamiętać o tym, że kiedy wraca do nas siła, kiedy znów czujemy się mocni, przeciwnik – diabeł też się zbroi. On jest czujny, krążący wokół nas. Zwycięstwa, pocieszenia, poczucie sukcesu sprawia, że przestajemy być czujni. Wydaje się nam – znów – że to my zwyciężamy.
Filistyni też nie byli w stanie skorzystać z obecności arki. Potraktowali ją w sposób magiczny. A Bóg nie jest czarodziejem, nie pozwala sobą manipulować. Ostatecznie oddają ją Izraelczykom po siedmiu miesiącach.
Ewangelia przychodzi z pomocą. Pokazuje co z tym wszystkim zrobić. Kluczem jest zdanie, które wypowiada trędowaty: jeśli chcesz. W tym zdaniu jest uznanie swojej słabości, on nie eksponuje swojej siły, znaczenia, ale przychodzi w prawdzie. Jestem słaby, doświadczam bezradności, to sprawia, że potrzebuję pomocy. I właśnie to jest punkt wyjścia do zwycięstwa – w jego przypadku – do uzdrowienia.
Bóg zawsze chce. On chce dać nam siłę i zdrowie, ale nie może tego zrobić wbrew nam. Ja muszę chcieć.
Ciekawe jest to, co mówi Jezus po uzdrowieniu. By wypełnił prawo wobec religii i nie rozgłaszał tego, co się stało.
Kiedy doświadczasz siły, uzdrowienia, dobrego czasu – wracaj do Boga, bądź wdzięczny, a nie rób z tego sensacji. Nie ma potrzeby opowiadania wszystkim, na około o swoich sukcesach. Bo ani nie są nasze, ani wcale w tym opowiadaniu nie chodzi o Boga, ale o budowanie swojej chwały.
Od tego przechodzimy do ważnej kwestii. Męskość nie jest do opowiadania, ona jest do przeżycia. Panowie, łatwiej opowiada się o wojnie, niż walczy. Łatwiej mówi się o swoich pragnieniach, niż je realizuje. A jeszcze łatwiej mówić o swojej sile, niż naprawdę być silnym dla innych, czyli być dla nich wsparciem, a nie potępieniem.
Potępianie, wydawanie wyroków skazujących, szukanie porażki drugiego jest tak naprawdę oznaką naszej słabości, braku wiary w Boga silnego i takiego, który chce uzdrawiać człowieka i świat.
Kiedy przestajemy w Niego wierzyć tworzymy swój alternatywny świat. I historia się powtarza.