Zaznacz stronę

Najważniejsze Słowo na dziś brzmi: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Jezus nie nakazuje byśmy byli pobożni, moralnie poprawni, czy ciągle umartwieni (choć to czasem by się nam przydało).

Jak nas umiłował? Jezus jest Kimś, kto został poniżony i kto sam pozwolił na to poniżenie; jest Bogiem, który nie skorzystał ze swojej Chwały. Nie możemy o tym zapominać, kiedy za Nim idziemy. Nie możemy Go podziwiać jak prototypu Supermena. On jest Bogiem, który odziera się ze swej wielkości, by nauczyć nas kochać. I właśnie to jest sedno miłości.
Ile razy zasłaniamy się nadmuchaną dumą, mówiąc i myśląc, że: ja z tym kimś nie będę gadał, to on zawinił, to jego wina, w ogóle ze ścierwem się nie gada? Ile razy, choćby w tym tygodniu, padło hasło o tym, że ktoś nie jest godzien mojego spojrzenia?

Ja was umiłowałem. Może się rodzić postawa, która wyraża się w stwierdzeniu, że jestem w Kościele, jestem blisko Pana, bo ja tak chcę, bo tak zdecydowałem. I oczywiście to prawda, bo każdy musiał się odważyć i zadecydować. Jednak to nie cała prawda. Nie wyście mnie wybrali, ale Ja was wybrałem. Bóg Cię wybrał. To, że dziś idziesz Jego drogą, to jest Jego pragnienie. Łatwo zapominamy, nie tylko dlatego, że mamy kiepską pamięć, ale także dlatego, że brak pamięci, to nasza furtka bezpieczeństwa. Jeśli przyjmę, że to tylko moja decyzja, to zawsze na podstawie mojej przeciwnej decyzji, mogę odejść, poluzować i zmodyfikować warunki. Stać się człowiekiem miękkim, niewalczącym. A jeśli dołożymy do tego jeszcze brak pamięci o tym, że Jezus jest Bogiem, to bardzo łatwo zluzować, bo w sumie nic wielkiego się nie dzieje.

Jezus wybiera nas do roboty. Ja was wybrałem, byście szli i owoc przynosili.
Szli. Nie możemy siedzieć w wygodnych fotelach, nie możemy siedzieć w galeriach handlowych, z słuchawkami na uszach, w wygodnym świecie, w którym jest mi dobrze. To nie jest chrześcijaństwo. Mamy ruszyć nasze zacne zadki i iść, by być w drodze. Żeby się zebrać i iść, to trzeba się trochę zmęczyć, zaryzykować. Nie ma wędrówki, bez decyzji. Nie na zasadzie jakoś to będzie. Decyzja, że ja chcę się ruszyć. Owoc przynosili. To nie ma być ruch jałowy, on ma być owocujący. Owoc może być różny. Od prostego pytania, które ktoś może sobie zadać patrząc na Ciebie: co sprawia, że jemu chce się walczyć? Aż do konkretnych czynów. Do bycia innym, niż wszyscy. Nie w dziwactwie, ale w niepopularnych sprawach: uczciwości, wierności, czystości, trzeźwości.