Zaznacz stronę

W dyskusji o pedofilii w Kościele słyszę często, że nie można tak „dmuchać” problemu, bo w rzeczywistości nie jest to wielki problem, a jedynie bardzo mały margines duchowieństwa robiła czy robi takie złe czyny.

Temat wrócił do mnie za sprawą dzisiejszej Ewangelii. W synagodze Jezus uzdrawia tylko jednego człowieka, i właśnie ten jeden przypadek chorobowy stał się wydarzeniem, o którym czytamy od dwóch tysięcy lat. Stało się tak dlatego, że na jego przykładzie widać, że w ludziach wierzących (oponenci Jezusa byli ludźmi wierzącymi i bardzo religijnymi) może być obecna jakaś okropna pycha, która dobro nazywa złem, pokusa, która sprawia, że człowiek może widzieć świat kompletnie inaczej niż widzi go Bóg.

Kilka dni temu spowiadałem kilkoro dzieci. Czułem, kiedy one klękały z drugiej strony kratek, napięcie, zdenerwowanie, strach, ale i też ich poczucie tego, że dzieje się coś ważnego, że nazywając, a wcześniej się przyznając, swoje małe grzeszki, otwierają się przede mną. Dziś te obrazy wróciły, pomyślałem, że musi być jakimś okropnie cynicznym złem, sytuacja, w której ksiądz wykorzystuje w takiej przestrzeni dziecko czy człowieka dorosłego do zaspokojenia swoich żądz. To nie jest „zwykły” przypadek molestowania seksualnego czy pedofilii. Sytuacja, której znajduje się tych dwoje ludzi jest tak „inna”, tak niezwykła, że nie można mówić o jakimś marginesie. Nawet gdyby to był jeden przypadek w całej historii (naiwna myśl), to jest to przypadek, o którym trzeba mówić, podobnie jak o tym przypadku człowieka z uschłą ręką. Bo on ilustruje potworny cynizm do jakiego są zdolni ludzie, którzy wierząc w Boga, wykorzystują Jego autorytet do czynienia zła.

Skoro dla na – ludzi dorosłych – moment otwarcia się przed drugim (spowiedź, kierownictwo, terapia psychologiczna) jest tak trudną sprawą, to o ile trudniejszą jest dla dzieci? Nie, nie piszę tekstu przeciw spowiedzi czy terapi dzieci. Piszę, bo nie godzę się na cyniczne mówienie o marginalnej skali problemu, czy też na to, że dzieci mogą prowokować zachowania prowadzące do wykorzystania ich seksualnie.

Wiara, którą wyznajemy może prowadzić do dania ludziom dobra, w postaci konkretnej pomocy (uzdrowienia uschłej ręki), ale może także prowadzić do stanięcia przed Tym, który czyni dobro i powiedzenia: to tak naprawdę jest zło. Chodzi o to, że można tak próbować manipulować rzeczywistością, aby pokazać, że zło jest dobrem. Ciągle podpierając się autorytetem Boga. A czyż to nie jest wykroczenie przeciw II przykazaniu?