Zaznacz stronę

Dziś głoszę kazania w parafii św. Jacka w Opolu [KLIK], do czytań z uroczystości.

Nie znam Jacka. Więc nie chcę do Was mówić o Jego życiu czy życiorysie. Zresztą święci nie są nam dani po to byśmy ich podziwiali, zachwycali się nimi, a przez to zatrzymywali się w drodze. Celem naszej wędrówki zawsze jest Bóg. Chciałbym Wam zaproponować wędrówkę po Słowie Bożym, które przed momentem słuchaliśmy. Jednak za nim o Słowie, chciałbym podzielić się swoimi wnioskami po lekturze wielu tekstów o Jacku, braci dominikanów i ich świeckich współpracowników.

Jacek w opinii tych osób, które na co dzień żyją duchowością Dominika, a więc i Jacka, jest człowiekiem szalonym na punkcie głoszenia Słowa. Zakochany w Jezusie tak bardzo, że całe swoje życie głosił Ewangelię.

To szalenie ważna sprawa, bo my jako chrześcijanie ciągle się zastanawiamy, jak powinno wyglądać życie chrześcijanina. Jedni się zastanawiają, co wolno im w małżeńskim łóżku, inni myślą nad tym, czy 20 gr. Szynki w piątek to grzech ciężki czy lekki. To tylko przykłady, ale one pokazują, jak bardzo w chrześcijaństwie skupiamy się na sobie i naszej doskonałości, a jak bardzo zgubiliśmy istotę: głoszenie Ewangelii.

Nie, głoszenie Ewangelii to nie jest głoszenie kazań. Poszliśmy wszyscy na łatwiznę. Najpierw księża: wygłosimy kazanie i często myślimy – zrobiłem, co do mnie należało. Świeccy: to ich robota, to oni mają głosić, my jesteśmy od słuchania.

Zobaczcie, czy nasze dbanie o szyneczkę w piątek lub to jak się zachowujecie w małżeńskim łóżku – czy to kogoś doprowadziło do Jezusa? Nie sądzę.

To głoszenie, które tak bardzo ukochał Jacek, to nic innego jak pokazywanie swoim ciałem, stylem zachowania, autentycznością – Jezusa. My nie potrzebujemy jeszcze jednego gościa, który nam mówi, jak żyć i co zrobić by osiągnąć szczęście. My potrzebujemy Zbawiciela, który będzie nas wyrywał z braku nadziei, która prowadzi do zbrodni między nami.

Kiedy pytałem braci dominikanów o Jacka, by mi coś o nim opowiedzieli i odpowiedzieli na pytanie, dlaczego ludzie przez tyle set lat się nim zachwycają, to odpowiedź była prosta: Jacek był zwyczajnym człowiekiem. Owszem zdarzyły się w jego życiu cedowane sprawy, ale one zawsze dotyczyły codziennego życia. A to uratował żniwa, a to kogoś nakarmił. I myślę, że to jest trop dla nas – byśmy nie szukali nadzwyczajności, byśmy na nią nieustannie nie czekali, ale byśmy w końcu otworzyli oczy i zobaczyli, że świat jest naprawdę piękny, to znaczy pełen obecności Boga. [Zobaczmy też twarz drugiego…]

Po co szukać Boga w tym świecie? Czy nie lepiej jak wielu z nas – szukać zagrożeń, zła? Tylko człowiek, który zadaje sobie trud szukania Boga, może wypełnić słowo z Izajasza: głosić dobrą nowinę ubogim, by opatrywać razy serc złamanych, by zapowiadać wyzwolenie jeńcom i więźniom swobodę; aby obwieszczać rok łaski u Pana, i dzień pomsty dla naszego Boga; aby pocieszać wszystkich zasmuconych. Ta pomsta to nie jest słowo przeciw naszym złym sąsiadom czy terrorystom z Barcelony. To słowo, które przypomina, że zły zostanie ostatecznie pokonany, że każdy człowiek ma szansę na to, by w końcu Boga spotkać.

Idźmy dalej i chciejmy w końcu zobaczyć, że Jezus nas wysyła, jak wysłał apostołów, jak wysłał kiedyś Jacka, żebyśmy głosili nawrócenie. Nie, nie chodzi o to, że mamy zapukać do sąsiadki i powiedzieć: Pani Nowakowa, pani źle żyje, niech się pani nawróci. Nawrócić się to zmienić myślenie. I może trzeba pokazać tym naszym sąsiadom, dzieciom, wnukom, że życie z Jezusem to nadzieje, to radość, a nie kolejne nakazy?

Nigdy nasze kościoły się nie zapełnią, jeśli ludzie, którzy widzą nas wychodzących – widzą smutne twarze. Miesiąc temu zostałem proboszczem w Opolu, wierzcie mi, że bardzo szybko pojawiła się pokusa, by zadowolić się tym, co jest. Całkiem sporo ludzi przychodzi, pojawiło się wielu ludzi, którzy chcą dla swojej parafii się spalać, są pieniądze. Jednak nie o to chodzi, byśmy w naszym chrześcijaństwie odczuwali zadowolenie. Chodzi o to, byśmy mieli to, co miał Jezus, apostołowie, Jacek – boży niepokój, byśmy odczuwali ciągle to, o czym mówi Izajasz: POSŁANIE. Nie mamy się zadowalać tym, że sami jesteśmy pobożni, może część naszej rodziny i sąsiedzi. Nie mamy budować pobożnej twierdzy przeciw niewierzącym, ale mamy pójść jak Jacek do nich i POKAZAĆ, że my znaleźliśmy Mesjasza, a On nas zaprosił do wyjścia.

Tak, to co Wam mówię jest dziwne. No bo przecież często słyszymy, również w kościele, że trzeba się bronić, okopać, bronić świętej wiary i tradycji, ciągle mówimy o wartościach i o tym, że zły świat nas chce zjeść. Jednak Ewangelia tak nie mówi, Ewangelia, Izajasz nam każe wyjść. Wyjść i zaświadczyć, że spotkaliśmy Mesjasza, i Mu uwierzyliśmy.

Macie za patrona św. Jacka – dominikanina, a więc kogoś, kto robi wszystko, by na wszelkie sposoby głosić Zmartwychwstałego Jezusa. Taki patron zobowiązuje, by próbować robić dokładnie to samo. Nie bójcie się szukać swoich sposobów, które wykorzystują wszystko: ciało, doświadczenie, choroby i zdrowie, pieniądze i ich brak, wiedzę, a nawet swoje słabości, by głosić Jezusa. Nie bójcie się ryzykować mieć swój styl. Nie mamy naśladować świętych, księży, mistyków, ale inspirować się do szukania swojego stylu.

Jak to zrobić? Zacznijmy od prostej sprawy – przekonajmy się bardzo wiele może powiedzieć nasza twarz – popatrzmy na siebie na wzajem.