Zaznacz stronę

SŁOWO

Franciszek: Kiedy miałem 5 lat widziałem, jak mój ojciec, który wrócił zmęczony z pracy, pocałował moją mamę. Widziałem, jak rodzice się całowali, nigdy tego nie zapomnę. Niech wasze dzieci widzą, jak się całujecie, wasze czułości; tak nauczą się dialektu miłości. Nie może być rewolucji miłości bez rewolucji czułości! To, co może spróbujecie?

Ewangelia odsyła nas do scenerii wesela, a więc świętowania małżeństwa, które jest przecież wielkim ryzykiem, które wielu z was podjęło, w którym wielu z was ciągle – pomimo wszystko żyje. Jest też ryzykiem, które wielu z was, nie wyszło.

Podczas ślubów, bardzo często można usłyszeć podniosłe kazania na temat małżeństwa, wszyscy się uśmiechają, wzruszają, ale wiemy, że już za przysłowiową chwilę okazuje się, że wcale to nie jest takie łatwe, a wszystkie piękne i okrągłe hasła z kazania ślubnego, stają się odległym ideałem.

Podobnie jest z święceniami kapłańskimi, już w pierwszych tygodniach okazuje się, że wcale nie jest tak bajecznie, jak było to oczekiwane.

Właśnie dlatego, że wchodzimy w rzeczywistości tak trudne potrzeba nam modlitwy. Jednak nie takiej, jak to często robimy, kiedy dzieje się źle – prosimy Boga, jak czarodzieja, by poodkręcał nasze złe decyzje, a może nie tyle złe, co niedojrzałe.

Słowem kluczem jest zdanie z Ewangelii: zaproszono na to wesele Jezusa. Zaprosić Jezusa – kolejny piękny tekst do kazania niedzielnego. Co to więc znaczy?

Zaprosić Jezusa do swojego małżeństwa, kapłaństwa, życia, to nic innego, jak uwierzyć w to, co pisze Paweł w Liście do Galatów: Nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.Uwierzyć w te dwa zdania, w sposób dosłowny, to zmienić myślenie. Żadne dziecko – w normalnych warunkach – nie prosi rodziców o jedzenie, spanie, bezpieczeństwo czy miłość. Ono po prostu z tego korzysta.

Dla nas może znaczyć to tyle, że zamiast prosić Boga – często w magiczny sposób – o zmianę naszych trudności, może warto pytać się o to, jak On jest obecny. Szukać Go i znajdować we wszystkim. Również w tym, co trudne.

Syn, dziedzic – żyje dumnie. Nie pyszną dumą, że jestem nie wiadomo kim, ale dzięki dumie, która daje mi siłę do nietracenia godności w każdym położeniu.

Ładnie to brzmi w teorii, trudniej w praktyce, kiedy trudno w żonie, mężu, w swoim codziennym życiu dostrzec nadzieję, ale właśnie na tym polega nasza wiara, że chcemy w sobie obronić swoją godność pomimo wszystko, nie dajemy sobie wyrwać tego, że jesteśmy Jego dziećmi.

Ta czułość, od której rozpocząłem, to również jest coś, co ma nas łączyć z Bogiem. Brak czułości między nami zawsze jest znakiem czegoś złego. I nie wystarczy samo oskarżanie się, że jej nie ma, albo suche stwierdzenie faktu: kiedyś była. Ona nie jest celem sama w sobie, ale jest probierzem tego, co nas łączy: miłość czy strach?

Tak samo jest z Bogiem. Prośmy dziś o dar czułości. Między nami, ale także by ona była obecna w naszej więzi z Bogiem. Kiedy jej brakuje dzieją się złe rzeczy. Jedną z nich, o której w tych dniach mówi dużo Franciszek jest pedofilia wśród duchownych. Straszne zło, które niszczy w najmłodszych to, co jest tak ważne – poczucie godności, świadomości tego, że jest się dzieckiem swoich rodziców i Boga.

Dlatego nasza czułość musi mieć także wymiar czujności – dobrej obserwacji, zauważania krzywdy, którą wyrządza się drugiemu. Franciszek pisał w poniedziałek o tym w liście do wszystkich wiernych, nazywając taką postawę klerykalizmem. Duchownym jest on wygodny, bo pozwala im żyć w swoim gronie, świeckim, bo zrzuca z nich odpowiedzialność.

Chciejmy wszyscy doświadczać prawdziwej wiary i czułości, po to by czynić dobro, nie tylko sobie, w swoich grupach, ale także innym. Czyli być czujnym na potrzeby innych.