Zaznacz stronę

kara
SŁOWO
Gdyby autor Listu do Hebrajczyków, żył we współczesnej Polsce, to poszedłby do kryminału, bo przecież nie można dziś mówić o karceniu, jako czymś pozytywnym. Na szczęście Biblia i jej autorzy nie przejmują się poprawnością polityczną.
Każdy (zdrowy) rodzic, każdy mąż, żona, człowiek który swoje życie chce przeżywać dojrzale, wie doskonale, że czasem trzeba drugiemu ostro powiedzieć prawdę. Oczywiście trzeba karcenie odróżnić od wylewania na innych swoich frustracji, jest ono koniecznym elementem drogi z Panem.
Kiedyś przesadzano ze straszeniem Bogiem, dziś robimy z Boga słodkiego misia do przytulania. Tymczasem autor Listu do Hebrajczyków mówi „zapomnieliście o upominaniu”. I nie chodzi o to, że wydarzenia tragiczne w naszym życiu będziemy tłumaczyć prostym: „Bóg chciał nas przez to czegoś nauczyć”. Nic z tych rzeczy. Za łatwo byłoby nam tłumaczyć trudne wydarzenia.
Może warto zobaczyć, że sytuacje trudne, graniczne mają sens. Przez mówienie o „karze boskiej” tak naprawdę sami siebie karzemy, bo nie chcemy, nie mamy odwagi, nie potrafimy szukać w tym, co trudne i niezrozumiałe sensu.
„Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana”! Cały sukces chrześcijaństwa polega na tym, że człowiek uczy się czekać; na tym, że człowiek uczy się patrzeć dalej. Po prostu trzeba wytrzymać. Wiem, że to trudne, bo wszędzie jesteśmy niecierpliwi. Nawet w sklepie, jak stoi przed nami parę osób, to już nas skręca.
Wyprostujmy ręce i osłabłe kolana. Zacznijmy rzeczywiście decydować o tym, co i jak czujemy w naszym życiu. Nie poddawajmy się smutkowi tylko dlatego, że coś nie gra, bo coś jest trudne i przerastające nas.
To, co trudne i wydaje się zmaganiem, jest nam potrzebne, do rozwoju i do tego, by nie stać się starym kapciem.
Jezus mówi dziś o wybieraniu ciasnej bramy. Do wszystkich, tych, którzy wybierają przestronne drzwi, a więc wygodę, unikanie tego, co trudne, nie zmagania się ze sobą, ma powiedzieć nie znam was.
„Ci, co są pierwsi, będą ostatnimi”. Naprawdę w Jego logice, wszystko liczy się inaczej. To, co po ludzku stracone, beznadziejne i przykre wcale takim być nie musi, kiedy popatrzy się na tę samą rzeczywistość z Jego perspektywy.
Umieć tracić. Nie tylko majątki, ale tracić to, co może być przyjemnością, łechtaniem moich egoistycznych emocji, moich racji, pragnienia zemsty, odwetu i wymierzania tzw. sprawiedliwości. Chciejmy innych ludzi uwalniać z relacji, które ich wiążą z nami, a są tak naprawdę tylko spełnianiem naszych potrzeb. Chciejmy dostrzegać w tym, co przykre i nieprzyjemne, nie tylko przekleństwo, ale także wyzwanie. I chciejmy, w końcu, być ludźmi cierpliwymi. Nie jak dzieci, że już muszę mieć, bo ja chcę. Chcę, przyznaje się do moich potrzeb, jednak moje szczęście nie zależy od tego, czy dostanę i czy dostanę już.