Zaznacz stronę

SŁOWO

Człowieku zgorszony Franciszkiem, nie czytaj dzisiejszej Ewangelii.

Interesuje mnie dziś tylko to ziarno, które wpadło w dobrą glebę i wydało owoc. Jasne, że każdy chciałby być takim ziarnem i odnoszę wrażenie, że większości z nas kojarzy się to z sielanką owocowania, poczucia sukcesu i zwycięstwa czy satysfakcji.

Już to kiedyś pisałem: mój ojciec duchowny Jan Ożóg powiedział mi kiedyś taką sentencję. „Wy, ludzie z dużych miast myślicie, że jak włoży się ziemniaka do ziemi, to na drugi dzień będą z niego smaczne frytki, które na dodatek same się zrobią. No nie zrobią. Musi zgnić, wyróść, trzeba go okopywać, plewić, wykopać, obrać itd. To długa droga”. Ziarno z przypowieści, które wydaje owoc, musi być poddane bardzo nieprzyjemnemu procesowi gnicia i obumierania. Bez tego nie ma żadnego owocu. Potrzeba też czasu i odpowiedniej pory na owocowanie.

Ewangelia to nie jest proces nastawiony na szybki zysk. Warto sobie przypomnieć o żydowskim prawie, które respektował Jezus, polegającym na tym, że jeśli chcesz nauczać, musisz skończyć 30 lat. Musisz obumrzeć w swoim „ja wiem”, by móc mówić o tym, co wie On. Musisz poczekać, być cierpliwym.

Tak naprawdę jedynym sprawdzianem naszego chrześcijaństwa są prześladowania. Wszystkie nasze deklaracje, śluby, zobowiązania są ważne i potrzebne, ale sprawdzianem tego, czy naprawdę jesteśmy uczniami Jezusa są momenty, w których doznajemy prześladowań, krzywd, cierpienia, po prostu kiedy znajdujemy się w sytuacjach granicznych.

Dzisiejsza perykopa jest też o czymś innym. W tym fragmencie Jezus używa znanego nam języka. prostego języka, który czerpie przykłady z świata ludzi prostych, nie starożytnej filozofii. Nie licząc tekstu Janowego, Ewangelie pełne są prostych przykładów, brak w nich wysublimowanych literacko i mądrościowo słów. Co więcej, w tym fragmencie, Jezus po wygłoszeniu nauki do tłumu, bierze swoich uczniów by im wytłumaczyć obrazy, których używa (tłum nie rozumiał?), ale robi to używając dalej tych samych obrazów. Wcale nie podniósł im intelektualnej poprzeczki.

Dziś wielu obraża się na Namiestnika Chrystusa na ziemi – Franciszka o to, że ten używa prostego (niektórzy twierdzą prostackiego) języka, po prawie sześciu latach ludzie dalej obrażają się na jego sposób ubierania, bycia i obycia. Tworzy się mądre teksty o tym, co papież powiedział i czego nie powiedział, dlaczego użył takich słów, a nie innych. Jego sposób komunikowania się z ludźmi jest dla wielu gorszący, a wręcz jest powodem do tego, by go obrażać, a dla wielu by milczeć, kiedy jest obrażany, bo z racji swojej przynależności do katolicyzmu – nie mogą przecież pozwolić sobie na publiczne obrażanie papieża.

W ten sposób papież staje się bardzo podobny do Tego, który go powołał. Prosty język, wielość gestów, prosty sposób życia i wielu wrogów. Jestem przekonany, że problem z Franciszkiem mają ci, którzy mają problem z Jezusem. I tak jak udowadniają, że można się z papieżem nie zgadzać, można wziąć go na przeczekanie, z taką samą siłą wmawiają całemu światu, że bardzo kochają Pana Jezusa. Tylko jakoś nie chcą zauważyć, że to od Pana Jezusa mamy tego, którego nie chcą przyjąć.