Zaznacz stronę

Podczas 45 km jazdy słuchałem dziś niesamowitej płyty Maxa Richtera – VOICE. Projekt polega na tym, że ludzie czytają, w różnych językach, Powszechną Deklarację Praw Człowieka z 1948 roku. Tak, Deklaracja ma swoje słabe strony, ale po wojnie był to dokument przełomowy. Było to niesamowite doświadczenie, powietrze miało z jakieś 6-7 stopni, wybieram trasy mało uczęszczane, więc przez większość czasu byłem totalnie sam. Czułem, od pewnego momentu, że emocje mnie niosą: muzyka, rower, i tekst czytany przez tak różne osoby i w różnych językach.

W pewnym momencie przypomniał mi się Jezus w dwóch scenach. Podczas wypowiadania Błogosławieństw na górze i ze sceny Sądu Ostatecznego kiedy mówi o swojej identyfikacji z najmniejszymi. Widzę w tym, co Jezus mówi, Jego Deklarację Prawa Miłości, którą daje człowiekowi. I wiecie, przyszła mi taka myśl, co odpowiedziałbym Jezusowi, gdyby dziś dał mi możliwość dopisania jednego zdania do Ewangelii? Dopisałbym jedno, właśnie do sceny Sądu: Bo potrzebowałem słowa i daliście Mi je. Bo potrzebowałem słowa i zabiliście Mnie nim. Język, jakim mówiliście do jednego z tych najmniejszych, był językiem, którego użyliście wobec Mnie.

Od jakiegoś czasu, bardzo ważna jest dla mnie jakość języka, którego używam i jaki słyszę. Może przez to, że w ostatnim roku usłyszałem wiele raniących słów i przeżyłem kilka niszczących mnie rozmów, stało się to dla mnie szalenie ważne.

Lubię, pomimo pychy, która mnie toczy i mówi mi, że mówię najlepsze kazania:-), posłuchać kazań innych księży. Tych, których lubię i tych, których jest mi ciężko tolerować. Uczę się w ten sposób innych światów, patrzę na to, czym żyją inni, jak widzą Boga. W kazaniach poruszamy tak naprawdę wszystkie tematy. Jedni odważniej i wprost, inni są mistrzami aluzji, bardzo przemyślanych, by nie tylko kogoś nie urazić, co wyraźnie widać, że bardziej, żeby siebie nie narazić. Są tacy, którzy cokolwiek by nie powiedzieli, zawsze przez ludzi Kościoła będą bronieni i są tacy, których najmniejszy błąd może kosztować wiele.

Pomimo, że większość kazań, które wpadają mi do ucha, jest naprawdę dobrych i wzmacniających, ciągle media wyłapują te, które są dalekie od języka miłości. Oczywiście, że autorzy tych, powołują się na to, że trzeba ostro, żeby wstrząsnąć ludźmi. Ale, zawsze jest „ale”. Zobaczcie, że większość ostrych kazań jest do nieobecnych, to taki stary błąd nauczycielski. Nauczyciele, kiedyś, nie wiem jak jest dziś, opierniczali tych, którzy w szkole są, za tych, których nie ma. We wrażliwcach to zawsze zostawia to wyrzuty. Często też używamy uogólnień takich wielkich, że bardzo potrafią ranić osoby, które borykają się z różnymi problemami. Nic nie zmienimy w świecie mówiąc o tych gejach, lesbijkach, lesbijkach, transseksualistach lub feministkach czy uczestnikach strajków. Nic nie zmienimy, kiedy zrobimy podczas homilii, negatywną ocenę ludzi, którzy nie są z bajki kaznodziei. Nic, poza tym, że zostaniemy zauważeni i dostaniemy łatkę tego, który nie chce zrozumieć człowieka, ale potępić. Tak, sposób mówienia, do i o człowieku, może być potępiający.

Raz w życiu, dawno temu, na kazaniu, które opublikowałem, pozwoliłem sobie na ocenę osób transseksualnych. Pamiętam, że dostałem później długi, anonimowy list osoby transseksualnej, która nie krzyczała w nim na mnie za to, co zrobiłem, ale opowiedziała mi historię swojego życia i zmagania się z tym, żeby żyć. Później spotkałem dwie realne osoby. Jedną, z którą tylko mogłem pisać – Kingę (piszę jej imię, bo jej historia jest publiczna), która urodziła się jako mężczyzna i M., który urodził się jako kobieta. Z M. miałem możliwość rozmawiać osobiście. Po tych spotkaniach zauważyłem, że wcześniej byłem jak słoń w sklepie z porcelaną. Problemem było to, że ja wiedziałem lepiej. Po spotkaniach już nie wiedziałem. Po spotkaniach zamiast mówić, raczej słuchałem, nawet nie pytałem, bo nie wiedziałem jakie pytanie nie przekracza granicy intymności, do ktorej nie mam prawa.

To właśnie mnie ujmuje w Jezusie, który spotka się z ludźmi o pokręconych życiorysach, że wchodzi w świat ludzi, a nie konfrontuje ich ze swoim.

Myślę, że Jezus nas zapyta nie tyle o to, czy mówiliśmy innym prawdę, czy krzyczeliśmy na obecnych za nieobecnych, ale jak mówiliśmy do Drugiego. Paweł powiedział, że wiara rodzi się ze słuchania, można dodać, że niewiara rodzi się często z języka, którym mówimy do drugiego. A kaznodzieja nie ma tylko powiedzieć prawdy, ale ma przede wszystkim (obiektywnie, nie subiektywnie) kochać Drugiego czyli wejść do jego świata, nawet jeśli mu się wydaje, że się pobrudzi.

A Maxa Richtera i VOICE bardzo wam polecam, nawet jeśli nie jeździcie na rowerze.