Zaznacz stronę

1.
– Dzień dobry, Szczęść Boże Paniom, mówię wchodząc do jednego z pokoi. Przyszliśmy z Panem Jezusem.
– Dzień dobry, niech ksiądz da mi najpierw kawy. Odkładam naczynie z Panem Jezusem na stolik, pomiędzy ciastka, soczki, chusteczki i podaję Pani O. kawę, albo raczej mleko z kawą, kilka łyków.
– Czy teraz już chce Pani przyjąć Pana Jezusa? Pytam biorąc naczynie z Nim.
– Proszę mi jeszcze poprawić poduszkę. Poprawiam, a póżniej Pani O. przyjmuje Ciało Pana.
I tak historia powtarza się (z innymi szczegółami) w większości pokojów.

2.
Smacznie śpię. Dzwoni telefon, a w słuchawce słyszę: ojcze, zmarł Pan Z. Jest 5.55 – zapamiętałem dobrze. Zakładam pierwsze lepsze ciuchy, przemywam twarz zimną wodą i idę. Po drodze z I piętra przypominam sobie wszystko co wiem o Panu Z., nasze wczorajsze spotkanie i jego bardzo ciężki oddech. W pokoju, obok jego łóżka leży także Pani A. – żona Pana Z. Także pacjentka.
Śmierć przyszła, jak w życiu – bez zapowiedzi. Nie jak w filmach, kiedy cała rodzina jest przy łóżku, a wszystko jest ładne i pachnące. Pan Z. leżał od kilku minut martwy, kiedy do niego, do nich zszedłem. Był już spokojny, jego ciało odpoczywało po ciężkiej wojnie. Umarł, w piżamie z samochodem na piersiach. Później, w rozmowie z żoną, okazało się, że był instruktorem nauki jazdy. To są takie miłe szczegóły, których człowiek nie jest w stanie zaplanować.
Siedzieliśmy z Panią A. do przyjazdu jej córki. Bardzo dobre, długie spotkanie z cierpiącą kobietą, która właśnie opłakuje męża.
Czułem, że On jest. Jest dyskretnie, bez narzucania się, jest pośród swoich – najmniejszych.

3.
Odprawiam Mszę w naszej kaplicy. Na Mszy jest kilka osób, w tym Pani L. – troszkę zagubiona przez swoją chorobę. Chce do mnie podejść, by się przytulić, dotknąć. Wolontariuszka, która jest przy niej, trochę nie wie jak reagować – w kaplicy wszyscy zachowują się inaczej. Odszedłem od ołtarza na moment, by Pani L. mogła się uspokoić, właśnie przez dotyk.

Jezus na stoliku, pomiędzy kawą i chusteczkami, a po przyjęciu popity tą kawą. Jezus przychodzący w pourywanej ze zmęczenia spowiedzi, w której tak trudno cokolwiek nazwać. Jezus na chwilę zostawiony na ołtarzu. Zawsze ten sam – kochający i nie skupiający na sobie. Wręcz przeciwnie – mówiący „trać” czas dla nich, tak jak go „traciłeś” dla mnie w Suchej.