Zaznacz stronę

Jesus i Franciszek

SŁOWO
[ostrzegam, że tekst dla wielu może być bardzo zmanipulowany i ‚obraźliwy’]
Jezus jest wolny. Prowokuje, wkurza, staje się kimś, kogo chcą zabić, a jednak nie poddaje się lękowi czy presji.
Nie daje się też wcisnąć w ich schemat. Jest świadom swojej misji, wie do czego został posłany i robi swoje tak, jak uważa za słuszne. „Przecież Mesjasz nie mógł przyjść z Galilei.” Tak mówili pobożni Żydzi. A jednak przyszedł.
Patrzę drugi dzień na papieża Franciszka. Jestem pełen podziwu z powodu Jego niezależności, posiadania swojego stylu, szacunku do Benedykta XVI, prostoty w mówieniu i gestach. Z drugiej strony widzę pobożnych katolików, którzy mówią, że źle się stało, że papież nie założył pelerynki, że papież powiedział dobry wieczór, że ma czarne spodnie i buty, że robi tyle rzeczy, których się nie godzi. Wnioski, do których niektórzy dochodzą (wczoraj jeden z dyskutantów zadał takie pytanie: „Ksiądz naprawdę wyklucza współcześnie możliwość grubej pomyłki na konklawe?”), są podobne do pytania pobożnych Żydów.
I powstało rozdwojenie z Jego powodu. Wielu będzie krytykantów wysuwających wnioski takie, jakie będą im pasować. Pochodzenie Mesjasza może być szczegółem, a zarazem ważnym symbolem, ale nie jest istotą sprawy. I Jezus się tym nie przejmuje.
Nikt jeszcze tak nie przemawiał. Nie, nie chcę powiedzieć, że Franciszek przemawia tak, że wszyscy padają z nóg. (Choć mi osobiście te kilka mów bardzo odpowiada swoim stylem.) Mówię tylko, że On robi swoje. Po to – został papieżem, byśmy doświadczyli świeżości Ducha Świętego, Słów z mocą Boga.
To, że jest inny, że zachowuje się inaczej niż poprzednicy nie jest niszczeniem tego, co było, ale jest Jego. Tak jak każdy z nas wyrasta z pragnień naszych rodziców na nasz temat, tak On wyrasta ze swoich poprzedników.
Słyszałem wczoraj głosy wśród pobożnych, że dajemy się oczarowywać tanim chwytom medialnym Papieża. To samo mówili o Jezusie. Słyszałem wczoraj o sobie, że jestem przeklęty (niedosłownie). I długo się na to wszystko wkurzałem, aż do przeczytania tej Ewangelii. Nic nowego, bo nie jest uczeń nad Mistrza.
W Kościele Bożym jest coś takiego jak Tradycja. Coś żywego, przekazywanego od Apostołów do dnia dzisiejszego. Ona sprawia, że Kościół nie skostniał, ale przekazuje wiarę dalej. Jest też w Kościele tradycja. I z nią jest problem, bo staje się często bożkiem ludzi o wąskich umysłach. Ludzi, którzy z koloru buta papieża czynią dogmat. A jeśli odważysz się tym krzykaczom cokolwiek powiedzieć, usłyszysz – czy i ty jesteś z Galilei? Tak, jestem panowie doktorowie i wielebni wszelkiej maści.
Dopóki Duch daje nam takich Papieży jak Franciszka, dopóki On sam jest obecny w Kościele, te wszystkie tradycje są krzykliwe, ale nie są niebezpieczne.
Papież jest następcą Piotra, ale i Namiestnikiem Chrystusa. Dlatego musi być do Niego podobny. Nie w ubiorze, ale w myśleniu i wolności. A my? A my, zamiast ciągle zajmować pelerynkami, zajmijmy się istotą. Co nią jest? Z nich zaś największa jest miłość.
Wracając do Ewangelii. A oni rozejdą się do swoich domów. Choć kiedyś wrócą i Go ukrzyżują.