Zaznacz stronę

Media ekscytują się w ostatnich dniach dyskusją o tym, że siostry zakonne są w Kościele wykorzystywane (szczególnie przez księży). Trochę w Kościele już żyję i tak – zgadzam się z tym, że tak bywa. Siostry bywają wykorzystywane, źle wynagradzane i traktowane jak służki. Jednak zawsze, kiedy to się dzieje, to problem nie dotyczy tylko sióstr, ale pokazuje jaki jest stosunek konkretnych księży do ludzi. W przeszłości zapewne problem był większy, dziś jest mniejszy z dwóch powodów: generalnie wszyscy uczymy się dobrego traktowania innych (co nie znaczy, że nie ma problemów), a drugi jest taki, że sióstr jest coraz mniej, że przybywa w dość dużym tempie sióstr, które są emerytkami.

Owszem ciągle zdarzają się nadużycia wobec sióstr zakonnych, jednak wydaje mi się, że większym problemem jest to, co często same siostry, robią sobie nawzajem. Jestem przekonany, że więcej trzeba mówić o relacjach panujących w zakonach żeńskich. Pisałem już kiedyś o tym, że pojęcie „wola Boża” robi furorę w wielu zakonach. Myślę i jestem przekonany o tym, że większym problemem jest to, że siostry siebie nawzajem nie szanują. A nawet jeśli są wykorzystywane do wielu prac, to zawsze dzieje się to za przyzwoleniem ich przełożonych.

Uważam, że przede wszystkim, trzeba skupić się na wychowywaniu młodych ludzi do dobrego przeżywania ślubu posłuszeństwa, który zawsze jest szansą na życie twórcze, jeśli jest tym, czym powinien być: wsłuchiwaniu się (przełożonych i podwładnych) w głos Boga. Jeśli tego elementu zabraknie, staje się on narzędziem do wykorzystywania ludzi do pełnienia woli rządzących i chronienia chorych układów, które kończą się wykorzystywaniem. Tak, w przeżywaniu ślubu zakonnego jest też miejsce na to, by podejmować rzeczy trudne, i tak, że wydają się z zewnątrz wykorzystywaniem drugiego. Jednak, kiedy ktoś na serio jest w zakonie, wie jakie są jego motywacje, ma łączność ze swoim sumieniem i Bogiem, to poradzi sobie z sytuacjami, w których po ludzku jest wykorzystywany. Gorzej jest, jak już wspomniałem, kiedy w zakonie się jest ze strachu, wtedy człowiek może godzić się na wszystko, nawet na najbardziej podłe rzeczy. Jednak to już nie jest tylko problem zakonów, ale szerzej – to problem ludzi jako takich.

Znów, pod naciskiem mediów, zajmujemy się tylko objawem, nie idziemy w głąb w naszych dyskusjach. Zostajemy tylko na tym, co medialne i sensacyjne. A szkoda, bo na serio można przy tej okazji pogadać twórczo o życiu zakonnym.