Zaznacz stronę

Do tych, co tu zaglądają.

Nie jestem starym człowiekiem, choć moje 39 lat życia jest już jakimś doświadczeniem. Przez te lata doświadczyłem: radości, miłości, przyjaźni, podziwu, ale i: bólu, głodu, cierpienia (fizycznego i psychicznego), pracy, bezrobocia, pogardy. Byłem świadkiem przemocy, ale i wielkiej ofiarności ludzkiej. Wiem co znaczy być ostatnim i wyśmianym oraz, co znaczy kiedy człowiekowi klaszczą.

Tak, jestem zakonnikiem i księdzem czyli dziś mam wszystko co potrzebne mi do życia, a nawet więcej. Nie mam żony i dzieci. Jednak to nie znaczy, że nie ma w moim życiu osób, które kocham, na których mi zależy i nie chciałbym widzieć jak cierpią czy umierają. To, że nie mam dzieci i żony – raz w Waszych ustach jest zaletą, a innym razem staje się argumentem przeciwko mnie – trudno, przyzwyczaiłem się do tego.

Lubię swoje życie, kocham swój dom, mój zakon, kocham ludzi, których spotykam, a ostatnio co tydzień w innym miejscu. Kocham swój dobry komputer i telefon, a nawet zegarek. Nie chciałbym stracić tych ludzi i tego, co mam. Nie jestem masochistą, który oczekuje cierpienia z uśmiechem na twarzy. Tak samo odczuwam lęk przed niewiadomym, jak każdy z Was. Boję się, że stracę swoje „skarby” – cokolwiek pod tym słowem rozumiem.

Jednak! Tak się stało, że większość swojego życia idę za Panem Jezusem (bycie księdzem jest sprawą drugorzędną), to On uczy mnie co znaczy żyć i jaki mam mieć stosunek do życia i zagrożenia. To Jezus mnie uczy, że moje życie nie jest wartością najważniejszą, to On pokazuje mi, że nie muszę się bać tych, którzy zabijają ciało (nie znaczy, że nie odczuwam lęku – jak już pisałem). Od lat wiem co znaczy cierpienie i nie chcę go, ale nie mogę udawać, że mój Pan i Mistrz nie cierpiał. Nie szukam go, jak i On go nie szukał.

Proszę Was, nie epatujcie na moim profilu i w komentarzach rozerwanymi ciałami, nie straszcie mnie i innych tym, co mogą mi zrobić ludzie, których nikt z nas na oczy nie widział. Pozwólcie mi na to, że u mnie – człowieka dorosłego – będzie inaczej niż na innych profilach. Pozwólcie mi być księdzem, który wierzy swojemu Panu – wbrew swojemu lękowi, że On mnie i nikogo nie zostawia. Pozwólcie mi wierzyć w człowieka, nawet jeśli się go boję. Ja chcę widzieć w KAŻDYM Jezusa.

Nie po to mnie Chrystus wyrywa z mojego gnoju, bym później patrzył na złego i sycił się tym, co on mi podpowiada.

Naiwne? Być może. Głupstwem ludzie nazywają Krzyż mojego Pana. Fanatyczne? Być może. On dla wielu też był fanatykiem. Nie chcę być cwany, przebiegły i mieć wszystko zaplanowane. Od wczoraj jestem pod wielkim wrażeniem Tomka (pisałem o tym wczoraj) i Jego rodziny. Zrobili coś, co we mnie jest tylko cichym marzeniem. Oni mi pokazują, że Ewangelia jest żywym słowem Boga i za tym Słowem chcę iść. Dlatego nie siejcie u mnie innych słów. Nie ma na nie miejsca na tym profilu.

Ja jestem chrześcijaninem i tak rozumiem swoją wiarę. Możesz wierzyć inaczej – masz do tego prawo.

Ps. Bardzo już dziękuję tym wszystkim, którzy poprosili o namiary na możliwość pomocy Tomaszowi. Jest Was bardzo dużo – miejcie tego świadomość. Dobro jest!