Zaznacz stronę

Tak, jestem z Kościoła otwartego i to bez cudzysłowu. Po prostu nie ma innego Kościoła, bo on z natury swojej jest otwarty. Kościół jest Ciałem Pana Jezusa, w związku z czym musi być otwarty na człowieka, tak jak  Bóg jest otwarty na każdego człowieka. Po wtóre bardzo nie lubię, kiedy ktoś to bardzo instrumentalnie chce wykorzystać. Albo, żeby mi przyłożyć, mówiąc o mojej otwartości w domyśle zgody na zło (tu też można podstawić co bądź, w zależności od potrzeby sytuacji). Albo, żeby wykorzystać mnie jako „księdza, u którego wszystko można”.

W tle kampanii Przekażmy sobie znak pokoju, która w założeniach miała zbliżyć dwa środowiska: LGBT i katolickie, po raz kolejny wybuchła bitwa „wszystkich ze wszystkimi”. Najpierw bijemy się my – w Kościele: jedni próbują otwierać szerzej drzwi na tych spoza Kościoła, drudzy mówią: non possumus i w ten sposób się tłuczemy. Później tłuczemy się – Kościół, z tymi, którzy z Kościołem nie mają po drodze.

Znak pokoju, to nie jest zwykłe podanie ręki drugiej osobie. W liturgii Mszy świętej następuje on po modlitwie o pokój, a bezpośrednio przed przyjęciem Ciała i Krwi Pana Jezusa. Wynika to z Ewangelii, kiedy Jezus mówi wprost: Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! (Mt 5, 23-24). Tu jest mowa o relacji osobistej: ja – drugi. Jasne, że podczas liturgii bardzo często jest to symboliczne, bo obok stoi osoba, której nie znam. Czym innym jest podanie ręki drugiej osobie na znak zgody, czy po prostu znak tego, że od teraz nie chcemy na siebie patrzeć wrogo.

Prawda jest taka, że Kościół od dawna naucza, że nie orientacja seksualna jest najważniejsza. Nigdy, przez lata formacji i studiów, nie słyszałem od moich profesorów i formatorów, że mam pytać ludzi o ich orientację seksualną i przez ten pryzmat z nimi rozmawiać. Sam bardzo często podkreślam w rozmowach i spowiedziach, że seksualność jest bardzo ważna, ale tak to Bóg wymyślił, ze jej kwestia pojawia się na szóstym miejscu, nie pierwszym. Najpierw określa nas stosunek do Boga, później innych ludzi. Kościół od dawna, a bardzo wyraźnie od ukazania się Katechizmu, naucza, że homoseksualizm nie jest grzechem. Do dziś nie wiemy jednoznacznie dlaczego niektóre osoby są homoseksualne, dlatego nie można mówić o czymś takim jak wina. Kościół mówi wyraźnie do każdego chrześcijanina i zachęca każdego człowieka: żyj w czystości. Jasne, że czystość nie jest żadnym celem. Celem zawsze jest Bóg i świętość, czystość jest jednym ze środków, który ma mi pomóc do celu dojść.

Prawdą jest także to, że niektórzy ludzie w Kościele czyli katolicy, ale i szerzej chrześcijanie, wykorzystują homoseksualność do tego, aby wykluczać, prześladować i upokarzać innych ludzi. Ale trzeba to zawsze jasno podkreślić, że nie jest to nauczanie Kościoła. Tak jak Kościół nie naucza, że można: kraść, kłamać, zabijać czy prześladować innych (z różnych powodów), a jednak ludzie wierzący to robią. Nazywamy to grzechem, z którego trzeba się tak samo nawracać.

Żadna kampania nie może wprost lub „między wierszami” spodziewać się tego, że Kościół zmieni nauczanie wynikające wprost z przykazań Bożych (w tym kontekście chodzi o przykazanie: nie cudzołóż).

Zdaję sobie sprawę, że życie w czystości, wstrzemięźliwości i brak możliwości zbudowania relacji na wzór: mężczyzna – kobieta, jest dla wielu ludzi czymś bardzo ciężkim, ale ani ja, ani Franciszek, ani żaden ksiądz czy biskup nie mamy prawa do tego, by to zmieniać. Głoszenie Ewangelii nie może i nie polega na tym, że zmieniamy jej treść, ale na tym, że ją głosimy taką jaką nam ją zostawił Jezus. Ewangelia ma w sobie momenty, które są trudne do realizowania, nie tylko dla osób homoseksualnych, ale dla KAŻDEGO, kto próbuje za Panem Jezusem iść. Tak w kwestiach dotyczących naszej seksualności, ale także wielu innych. I nie wolno nam wykorzystywać Ewangelii jako argumentu „przeciw”. My – chrześcijanie nie możemy jej cytować przeciw człowiekowi, który według nas źle żyje, ale także nie możemy pozwalać na manipulowanie jej słowami, tak by czynić z niej opowiastkę o „dobrym Jezusku, który na wszystko pozwalał”. Warto, zanim zacytujemy kawałek Pisma „przeciw homoseksualistom”, zajrzeć najpierw do Kazania na Górze i skonfrontować moje intencje z tym, co Jezus mówi o przeciwnikach. Warto, zanim powiemy, że „wszystko mi wolno” – jako argument o wolności człowieka zajrzeć do końcówki Ewangelii i popatrzeć na Jezusa ukrzyżowanego.

Chrześcijaństwo jest poważną sprawą. Sprawą życia i śmierci. To nie jest jeszcze jeden manifest, który ogłosili ludzie by uprzykrzyć życie innym, ale jest Tekstem o tym, że Bóg ukochał każdego i każdą z nas do końca, na poważnie. A to, co głosił jest wyzwaniem dla każdego człowieka, nie tylko dla niektórych.

Cieszę się z szumu wokół kampanii. Bo to kolejny pretekst do tego byśmy wszyscy pomyśleli o tym, jak ja sam przestrzegam nauki Jezusa, a później zobaczyli na ile jesteśmy otwarci na tych, którzy patrzą na świat inaczej. Otwarci nie znaczy, że zgadzający się z każdym postulatem. Zgadzać się z każdym postulatem i wizją drugiego to utopia i wiemy, że to nie działa i nie będzie nigdy działać.

Moje doświadczenie uczy mnie, że dialogi z (różnymi) środowiskami często nie prowadzą do niczego innego, jak utwierdzaniem się tylko stron w swoich racjach. A w chrześcijaństwie nie chodzi o rację, ale o Prawdę, która jest Jezus, i której nikt nie może posiąść. Osobiście wolę dialog z konkretną osobą. Wtedy można słuchać i nie próbować przekonywać. Wtedy łatwiej mi zobaczyć to, co w mojej wierze jest ważne: dialog Boga z człowiekiem.  Wiem jednak, że nie wszyscy widzą świat tak jak ja, że są osoby, które widzą wartość tam gdzie ja mam z tym trudność i bardzo jestem im wdzięczny, że idą tam, gdzie ja pójść nie potrafię. To, że ja nie potrafię jest moim ograniczeniem, ale nie musi być takim dla innych. Chrześcijaństwo mnie uczy, że dialogować jednak trzeba z każdym człowiekiem, również z takim, który nie ma czystych intencji. Jeden jest, z którym nie wolno dialogować: zły. Jednak żaden człowiek nie jest złym.

I tak całkiem osobiście. Ostatnie sześć dni spędziłem na osobności z Bogiem. I On przez te wszystkie dni nie przeknowyał mnie o tym, że jestem grzesznikiem, ale przekonywał mnie do tego, że mnie kocha.
Na końcu wyjeżdżałem tylko zjednym: rób to samo. Nie udowadniaj grzechów innym ludziom, ale pokazuj im Miłość Boga. Udawać, że nie ma grzechu? Żadną miarą. Duch przekonuje o prawdzie człowieka. I tylko On to potrafi robić tak, żeby doszło do nawrócenia.

Wszyscy musimy się przyznać do tego, że brakuje nam pokory w relacjach z drugą osobą. Jest chyba tak, że zanim usiądę do rozmowy z drugim i nie powiem sobie: jestem egoistą skupionym na sobie, żadna rozmowa, poparta nawet Ewangelią nie będzie głoszeniem Jezusa czy jak kto woli – Prawdy.

Tak, jestem z Kościoła otwartego. Otwartego na każdego, kto uznaje swój grzech (ja też) i chce się nawrócić do Boga.