Zaznacz stronę

Kilka dni temu, przez grupę osób (w sieci) i TVP3 – Opole [KLIK], zostałem obwołanym obrońcą UB-eków. Mówiono, że nie zależy mi na ofiarach systemu, że bronię zbrodniarzy. Wszystko to po tym, kiedy na TT powiesiłem link do artykułu z portalu ONET.PL [KLIK], z komentarzem: „Ludzie z doktoratami z PRL, służbą w prokuraturach PRL tworzą prawo, które innych zabija. To nie jest sprawiedliwość”. I polała się wspomniana lawina, której szczytem manipulacji był materiał dziennikarza Jakuba Biel.

Kiedy kończył się PRL ja kończyłem 13 lat, nie mogłem więc załapać się na bycie UB-kiem, mój Tato zawsze był Solidarnościowcem, nigdy nie należał do partii, dziś jest na świadczeniu przedemerytalnym, dostaje grosze. Wiele razy pisałem o sytuacji takich ludzi jak moi rodzice. Mój Brat jest górnikiem, który zarabia na swoją rodzinę w skrajnie trudnych warunkach, często oszukując przyrządy, bo takie są wytyczne. Też pisałem o górnikach nie jeden raz.

Kiedy piszę o krzywdzie jednych to nie dlatego, że zauważam tylko ich krzywdę, ale dlatego, że właśnie, w tym momencie historii, dzieje się krzywda tym ludziom. Tym razem krzywdzeni są ludzie, którym przyszło pracować, często bardzo krótki czas, w tamtym systemie. Dziś wrzuca się ich – na starość – do worka z mordercami i oprawcami. Nie jest problemem ustawa, ale problemem jest zła ustawa, która krzywdzi niewinnych ludzi. W wspomnianym krótkim komentarzu na TT wspomniałem ludzi, którzy są dobrze dziś ustawieni, bo i wtedy nie byli zwykłymi obywatelami. I dalej jest im dobrze i będzie, bo chroni ich prawo, które sami tworzą.

Tak jestem za ukaraniem tych, którzy krzywdzili innych, ale ukaraniem w sądzie. Jeśli wiemy, że ktoś kogoś krzywdził to należy go osądzić za czyny, a nie za to, że przyszło mu pracować w starym systemie.

Dziś dostałem namiar na kolejny tekst, o człowieku, który był powstańcem, a póżniej pracował w bibliotece (sic!), jego winą jest to, że to była biblioteka mundurowych [KLIK]. I o takich ludzi mi chodzi.

To, co zrobił Pan Redaktor Biel wraz ze swoimi kompanami jest jak ponura powtórka z historii TV z lat ’80. Przykra o tyle, że zrobiona przez młodego redaktora o młodym księdzu. Ani jeden, ani drugi nie był UB-kiem, a jednak jeden o drugim popełnił materiał, którego nie powstydziłaby się propaganda PRL-u. Osobiście mnie to bawi, ale w moim mieście poszedł komunikat: ksiądz popiera UB-eków. Nie, ksiądz, Panie Redaktorze, staje za tymi, którym dzieje się krzywda. Szkoda, że Pan w swoim materiale nie puścił zdania, które powiedział do mnie przez słuchawkę telefonu: „jak to, w internecie jest ksiądz taki odważny, a przed kamerą nie chce ksiądz stanąć?” Panie Redaktorze, nie wiem kto Pana uczył fachu, ale to, co Pan powiedział, to teza oceniająca tego, z którym chciał Pan porozmawiać jako dziennikarz. I póki co w Polsce nie ma obowiązku rozmawiania z TV.

Kilak dni później, dzwoniły do mnie inne redakcje, podobno walczące z Kościołem, każdej mówiłem to samo: „dziękuję, nie chcę rozmawiać na ten temat”, zawsze słyszałem to samo: „OK, szanuję księdza decyzję, dziękuję”. Żadna z nich nie stała pod moimi drzwiami, nie weszła bez pozwolenia z kamerą do kościoła.

No i na koniec: proszę Panie redaktorze, niech Pan następnym razem nie wykorzystuje Jerzego Popiełuszki by przywalić księdzu.