Zaznacz stronę

Półtora roku temu wyraziłem sprzeciw wobec modlitwy, którą prowadził Jacek Międlar w katedrze białostockiej. Pisałem wtedy, że nie wolno nam godzić się na to, aby pod sztandarem Imienia Boga walczyć z innymi ludźmi. Usłyszałem wtedy od wielu chrześcijan, że jako chrześcijanie musimy postawić wyraźną tamę islamskiemu najeźdźcy.

Minęło półtora roku, a najeźdźców nie ma, ale nauczyliśmy się (w powszechnym rozumieniu) nazywać uchodźców – najeźdźcami. Uchodźców, których i tak nie przyjęliśmy, podkreślając ciągle, że pomagamy tam na miejscu. Trochę to przypomina ludzi robiących, co jakiś czas przelew na organizacje dobroczynne (co samo w sobie jest bardzo dobre), ale niechcących spotkać realnego biednego człowieka, który nie chce tylko naszych pieniędzy, ale i naszej uwagi i podzielenia się miejscem na ławce.

Stało się coś bardzo złego. Kiedy Jezus zaczynał to, co dziś nazywamy chrześcijaństwem, to uprzywilejowane miejsce w jego nauczaniu i działaniu, mieli ludzie wykluczeni, nie wykluczający. Dlatego wśród Jego najbliższych było wiele kobiet (co wtedy nie było normą), pojawiali się wykluczeni trędowaci, celnicy, prostytutki, złodziej, zdrajcy. To ubogim i uciemiężonym mówił, że są błogosławieni. Dziś, dla wielu, chrześcijaństwo stało się karykaturą tego, co robił Jezus. Przez wieki wkręciliśmy sobie, że jesteśmy szczególnymi ludźmi (przez swoją wiarę), a chrześcijaństwo jest bronią do tego, by wybudować sobie mur, przez który nie wejdą obcy. Jezus nie budował swojej siły wewnętrznej w oparciu o mur i walkę z innymi, ale na swojej tożsamości – On wiedział Kim jest, że jest Synem Ojca. Człowiek, który o tym pamięta nie musi innym udowadniać swojej lepszości (pod względem religii, rasy, narodowości).

Po półtora roku od modlitwy w katedrze białostockiej, sztandarów, które mają wspólny mianownik: przeciwko innym, jest coraz więcej. Coraz młodsi ludzie wchodzą w myślenie, która polega na tym, że chcą widzieć w sobie lepszych, bardziej czystszych, bardziej religijnych. Coraz więcej młodych ludzi widzi w chrześcijaństwie oręże do walki z innymi.

Półtora roku temu wielu krytyków tego, co napisałem, mówiło: trzeba znaleźć duszpasterzy dla tych ludzi. Odnoszę wrażenie, że przez ten czas znalazło się wielu księży, którzy są dla nich duszpasterzami, ale cała ich robota polega na tym, że ich utwierdzają w poglądach, czasem mam wrażenie, że po prostu wyświęcono kilku z nich. Duszpasterstwo nie ma polegać na tym, że będziemy utwierdzać ludzi w poglądach niezgodnych z Ewangelią. A takimi są: nacjonalizm, którym próbuje się zastąpić patriotyzm, wykluczanie ludzi, którzy nie mieszczą się w naszych normach moralnych, walka pod sztandarem chrześcijaństwa z jakimikolwiek ludźmi.

Jest źle, ale jest nadzieja, że jeśli zaczniemy słuchać Ewangelii, nie krzykaczy ze sztandarami; nie polityków, którzy próbują zawłaszczyć dla siebie rozwścieczony tłum; nie księży, którzy cieszą się z tego, że mają przed sobą ludzi wymachujących pięścią przed nosami wrogów ojczyzny, to przestaniemy się bać i zaczniemy kochać nieprzyjaciół. Taką drogę wyznaczył nam Jezus – kochać nieprzyjaciół, aż do śmierci, do krzyża.

Sposób Jezusa był banalnie prosty – tam, gdzie aktualnie był, głosił Ewangelię (Słowo o nadziei, wypływającej w przypomnieniu, że Bóg jest i kocha każdego człowieka), uzdrawiał – czynił dobrze bez względu na przynależność narodową i religijną, dawał nadzieję, nie swoim, nie tym, którzy dobrze się mają, ale ludziom, którzy dla wielkich się nie liczyli. Jestem przekonany, że tylko taki sposób działania ma szanse powodzenia. Nie zmienimy całego świata, ale pracując na swoich odcinkach, będziemy zapalać innych ludzi do czynienia dobra, a to sprawiać będzie, że lokalnych rzemieślników dobra będzie coraz więcej.

Tak, mamy prawo do złości z powodu rozszerzającego się zła, ale nie możemy pozostać tylko na tej złości, musimy ją przemieniać na konkretne dobro. Krzyk tych, którzy chcą wykluczać (z różnych powodów) podniósł się na początek tygodnia ubogich. Może to sam Bóg daje nam konkretne rozwiązanie. Może pomagając tym, którzy są wykluczeni społecznie, pozyskamy sobie nowych świadków do głoszenia Ewangelii w tym zwariowanym świecie? Może pomagając po raz kolejny tej samej kobiecie, która żebrze o 20 zł, by doładować  dla swojej rodziny energię elektryczną, albo przestając mędrkować nad zapitym człowiekiem, który zasikany okryty jest firanką (sic!), damy mu coś konkretnego, co uratuje jego życie w tym momencie, sprawimy, że będzie mniej wykluczonych, a nasz złość zostanie spożytkowana do dobra.

Nauczyłem się, że najgłośniej krzyczy zło. Dobro jest pokorne i ciche, bo zajęte działaniem.

Piszę to wszystko w dniu, w którym Kościół daje nam fragment w Ewangelii, gdzie Jezus mówi: mówcie o sobie – słudzy nieużyteczni jesteśmy. Ewangelia nie daje nam żadnego mandatu do tego, by myśleć o sobie: Panami jesteśmy.

Prezydent Andrzej Duda powiedział: Nie ma w naszym kraju miejsca ani zgody na chorobliwy nacjonalizm ani ksenofobię, nie ma miejsca na antysemityzm. Taka postawa oznacza wykluczenie z naszego społeczeństwa. My Polacy doskonale wiemy, co to znaczy nazizm.

Święty Jan Paweł II powiedział: Rasizm jest grzechem, który stanowi ciężką obrazę Boga. Rasizmowi należy przeciwstawić kulturę wzajemnego otwarcia, uznając w każdym mężczyźnie i kobiecie brata i siostrę, z którym trzeba przejść razem drogę solidarności i pokoju.