Zaznacz stronę

Jeśli w moim życiu stałoby się coś takiego, że doprowadzi to do odejścia z zakonu i przestanę być (czynnym) księdzem, a później wydam książkę lub będę udzielał wywiadów, w których będę mówił, że:
– Kościół mnie tłamsił,
– w Kościele dzieje się źle, ale teraz powiem prawdę,
– Kościół zmuszał mnie do samotności (celibat),
– w Kościele są układy, ale o nich wcześniej nie miałem odwagi mówić,
– teraz dopiero jestem wolny,
– w Kościele są różne grupy nacisku, ale z obawy o życie swoje lub bliskich nie będę mówił,
– mało który ksiądz żyje w realnej samotności,
– większość ma dzieci,
– a druga większość żyje w związkach z innymi księżmi,
– w Kościele rządzą starzy hipokryci umoczeni w afery,
i parę innych sloganów, które są dostępne w różnych wywiadach z ex-księżmi, to proszę walnijcie mnie mocno po zębach. I proszę nie wierzcie w te rzeczy, bo skoro nie miałem odwagi ich powiedzieć wcześniej, to są niewiele warte. Mogą być sensacyjne, ale nie wierzcie. Miejcie mnie wtedy za człowieka, który zamiast wziąć odpowiedzialność za zmianę siebie i swojej wspólnoty, szuka poklasku za cenę obmowy. Niech żaden wydawca nie bierze ode mnie rękopisu o znamiennych tytułach: „Moja prawda”, „Moja walka”, „Szczere wyznania ex-księdza”.

A jeśli będziecie mieć do mnie choć trochę miłości, to przypomnijcie mi moje śluby i przykazania.

Piszę o sobie.