Zaznacz stronę

SŁOWO

Zatwardziałość serca jest straszną sprawą.

Faryzeusze nieraz już widzieli jak Jezus kocha w czynach, często już odchodzili od Jezusa zawstydzeni, jak psy z podkulonymi ogonami. A jednak z uporem maniaka przychodzą do Jezusa udowodnić mu, że jest heretykiem.

Jezus tym religijnym aparatczykom wali między oczy: jesteście pobożni, ale nie znacie Ojca, nie wiecie Kim jest Bóg. Stworzyliście sobie Boga na wzór swoich pobożnych oczekiwań i swojego prawa, macie czelność mówić, że Go znacie, ale to są tylko wasze deklaracje. Wasze życie mówi o czymś innym.

Jezus pokazuje w tych dialogach jeden z najcięższych grzechów człowieka: próbę zawłaszczenia Boga przez człowieka do przepychania swoich celów i sądów. Bóg staje się argumentem do niewolniczego trzymania drugiego człowieka w niewoli strachu i lęku. Nie wolno tego robić – Ewangelia nie posługuje się strachem, ale przekonuje człowieka miłością.

Trzeba jednak zauważyć, że ta postawa to nie jest tylko problem pobożnych urzędników religijnych, ale także każdego z nas. Każdego z nas – grzeszników. Bronimy się przed przyjęciem Miłosierdzia.