Zaznacz stronę

SŁOWO

Jezus zadaje pytanie: coście wyszli oglądać? Zadaje je ludziom, którzy byli świadkami Jego spotkania z posłańcami od Jana. Proroka, którego ludzie się lękali, bo czuli, że ma moc. Teraz ten sam Jan, naraził się Herodowi i za Słowo Boże, które głosił doczekał się więzienia, a później śmierci. Może warto pamiętać o tym w perspektywie Świąt? Cieszyć się będziemy z Narodzenia, ale pamiętać musimy, że to nie jest narodzenie komercyjnej maskotki, ale Boga, który za nas umarł, a sam mówił, że Jego droga ma być też naszą.

Jan znalazł się w sytuacji beznadziejnej, można podejrzewać, że ta delegacja jest wynikiem jego zwątpienia. Dlatego przed śmiercią wysyła swoich do Jezusa z pytaniem, o to, czy On jest na pewno Tym, który miał przyjść. Jezus z kolei nie mówi: idźcie i powiedźcie Janowi – tak, ja Nim jestem, nie idzie też osobiście do Jana, ale każe mu przekazać świadectwo, że głusi słyszą, ślepi widzą, a zmarli powstają.  I dodaje: „błogosławieni, którzy nie zwątpią”. Mocne słowa, wydawałoby się, że Jezus mógłby się trochę wysilić na jakieś miłe słowo dla człowieka, który ma oddać swoje życie za Prawdę. To jednak, jak się później okaże, gdy będzie odważnie umierał, Janowi wystarczyło.

No właśnie. Czego chcemy słuchać? Jest tak i w naszym życiu, że wtedy, kiedy wydawałoby się, że najbardziej trzeba by Bóg przyszedł i coś powiedział, to On nie przychodzi, wysyła jedynie posłańców. Chrześcijaństwo okazuje się czymś, co ostatecznie jest wielkim zaufaniem Bogu w samotności.

Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: ‘Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg przychodzi!’
Możemy powiedzieć, że to takie ładne słówka, mówiące o czymś, co kiedyś nastąpi, że to przenośnia, ale możemy też, jak Jan Chrzciciel uwierzyć, że Bóg naprawdę przychodzi, nie za rok, nie po śmierci, ale tu i teraz. Te słowa są skierowane do małodusznych, do mnie na pewno, a do was? Jeśli czujemy się małodusznymi, to te słowa są do nas. W odpowiedzi, jaką usłyszał Jan od swoich posłańców było coś takiego: Cuda się zdarzają, a więc wierz mi Janie.

Czuwanie adwentowe musi mieć wymiar wspólnoty. Moja więź z Bogiem, choć jest osobista i niepowtarzalna, jednak nie może być oderwana od innych. Jakub mówi: Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Nie uskarżajcie się, czyli nie szukajcie zła w drugim. Jeśli ja sam potrzebuję Słowa Boga, samego Boga, to drugi też Go potrzebuje. A jeśli Bóg przychodzi w drugim, to znaczy, że we mnie też… Tak jak ja nie dobieram sobie posłańców, tak i ten ktoś drugi tego nie robi. Jesteśmy na siebie skazani, od nas zależy jakie będą nasze relacje. Bóg nas wzywa do cierpliwości, do tego by trwać, a trwać i być cierpliwym, to znaczy nie żyć tylko impulsami. Jako przykłady Jakub daje nam proroków. To byli ludzie z krwi i kości, ale bardzo wsłuchani w Słowo. Mający swoje zdanie, ale słuchający Boga. Mający swoje plany i marzenia, ale umiejący Bogu zaufać, że Jego są jeszcze lepsze. Umieć Bogu zaufać, to umieć czekać. Nasze pokolenie jest pokoleniem niecierpliwców. Chcemy wszystko już i od razu. Chcemy by wszystko było załatwione z prędkością, jaką przesyłane są dane w kablach. A Słowo nam mówi – bądź cierpliwy jak rolnik, który zasiewa i czeka długie miesiące. Bądź cierpliwy w swojej relacji z Bogiem, w relacji z drugim i w relacji ze samym sobą.