Zaznacz stronę

W Piśmie Świętym nie ma żadnych słów o tym, że Maryja jest królową Polski. Są za to słowa skierowane do nas z krzyża: oto Matka Twoja. Maryja jest nam dana przez umierającego Jezusa. Jednak chyba dużą nadinterpretacją jest to, że jest Ona nam dana z krzyża, by się nami opiekować. Wręcz przeciwnie. Jan, a my za nim, dostaje Maryję, by się Nią opiekować. Ona była już wdową, a teraz traci Syna. Jest bezbronna, nie ma oparcia. Po ludzku Jezus po prostu zatroszczył się o swoją Matkę. Zaopiekuj się Matką.

Ona dzisiaj pokazana jest nam jako zwyczajna kobieta, która jest do nas podobna. Jest Matką umierającego Syna. Nie mówi, nie oskarża, po prostu jest. Ona doskonale czuje to, co przeżywa Jej Syn. Być może nie rozumie, być może zadaje Bogu miliony pytań, które można by streścić jednym dobrze nam znanym dlaczego? Najważniejsze jest to, że jest obecna. Wynika z tego ważna sprawa dla nas. Można być przy Jezusie i nic nie rozumieć, można w milczeniu i opuszczeniu zadawać pytanie dlaczego? Może warto właśnie Ją zapraszać do momentów, w których wszystko już umiera?

Stajemy dziś przed Jezusem i Maryją po ludzku przegranymi. On dogorywa, Ona z bólu i cierpienia milczy. Taki jest nasz Król, taka jest nasza Królowa. Syn i Matka. Pierwsze czytanie i scena spod krzyża naprowadza nas na to, o co tak naprawdę chodzi w królowaniu Maryi. Jej królowanie to nic innego jak walka. Ktoś, kto decyduje się na świadome życie z Jezusem, jest przeznaczony do tego, żeby walczyć. Że musi, jak w Apokalipsie, zrobić wszystko, by Jezusa w swoim życiu obronić. Ktoś, kto decyduje się na życie z Nim, musi się liczyć z sytuacjami granicznymi, jak pod krzyżem. Całe Jej królowanie to nic innego jak bycie po prostu kobietą, która wie, jaka jest jej godność. Całe nasze królowanie takie ma być: mam być zwykłym mężczyzną, kobietą wiedząc, jaka jest moja godność.
Ma polegać na odkrywaniu piękna w mojej zwykłości. Patrząc na Nią widzę, że mogę to, co dla mnie niezrozumiałe, trudne w moim życiu przeżywać z godnością.

Kiedy wspominamy Matkę Jezusa, trzeba przypominać o paru zasadniczych sprawach. Choćby o tym, że każda kobieta ma w sobie piękno, które może i powinna odsłonić. To właśnie ona jest ukoronowaniem całego stworzenia. Nie mężczyzna, ale kobieta. Ona jest jakby ostatnim muśnięciem Boga, dlatego jest piękna. Mężczyzna nigdy nie może zająć jej miejsca. Gdy kobieta odkrywa swoje piękno – i to fizyczne, i to w sercu, wtedy przy takiej kobiecie chce się być, ona przyciąga. To jest coś, co daje ukojenie. Nie tylko mężczyźnie, kobietom też. Dlatego, że w tym jest ukryty Bóg. Bóg w mężczyźnie, tak i w kobiecie umieścił kawałek siebie. Ten kawałek, który mówi, że chce być z nami, w relacji bardzo wyłącznej, że chce z nami dzielić przygody i życie. I jeszcze to, że On ma do odsłonięcia przed nami piękno.

Zobaczmy w Niej takiego samego, jak my, człowieka, którego Bóg zaprasza do przeżywania życia, łącznie z sytuacjami kryzysowymi w wielkiej królewskiej godności. Jeśli Maryję nazywamy Królową, to i my jesteśmy królami. To jest fakt. Bo jeżeli Bóg stał się Człowiekiem, byśmy stali się Jego Synami i Córkami, to o ileż bardziej Maryja jest Królową, byśmy my byli królami. Możemy rządzić swoim życiem. Możemy mieć wielką godność. Możemy podnieść nasze głowy i być dumnymi z tego, że jesteśmy ludźmi – mężczyznami i kobietami.

Świętujemy dziś także uchwalenie Konstytucji 3-ego maja. Gdyby zapytać ludzi na ulicy o to, co w niej było, niewielu byłoby w stanie odpowiedzieć. Podobnie może być z Ewangelią Wiemy, że jest, ale co w niej jest…

KLIK