Zaznacz stronę

VLOG

W tekście dzisiejszej Ewangelii widać, jak z Bogiem można czasem kombinować.

Faryzeusze widzieli czyny Pana, widzieli cuda, a jednak się tym nie przejmowali, nie zmieniali swojego myślenia i postępowania. Kiedy to, co Jezus robi, mówi, zaczyna niepokoić ich serca – atakują: jakim prawem to czynisz? Tak jest najprościej – zaatakować, nie przejąć się. I to dziś nie jest wyrzut ze strony Boga, to zaproszenie do dialogu z Nim, szczerego (czasem do bólu), o moim życiu, o tym, co naprawdę się w nim dzieje. A więc chciejmy dziś z Nim pogadać (zadanie domowe) o swoim życiu, by razem z Nim poszukać rozwiązań. Zobaczyć w Nim kogoś, kto naprawdę, jeśli się wtrąca w nasze życie, to tylko po to, by nam pokazać, jak sami się uwikłaliśmy.

Może warto dziś  zobaczyć, że niekoniecznie życie chrześcijanina oznacza oczekiwanie na niebo, bo Ten, na którego czekamy, JUŻ JEST! Mówienie o czekaniu może być wygodne, bo czekać jest prosto. Tymczasem On przyszedł i chce nas posłać do innych. Czasami mówienie o przychodzeniu Boga, a tym bardziej o Jego odchodzeniu, wygląda na sprytny wybieg, pozwalający pobożnemu człowiekowi na święte lenistwo. Nic prostszego nad nieustanne czekanie. Czekając, nic więcej już nie muszę robić. Tymczasem Jezus pragnie nas posłać do roboty, do tych, pośród których sam żyje, byśmy wspólnie z Nim zaradzali biedom tego świata. Posłać nas takimi, jakimi jesteśmy, z naszymi mocnymi stronami, ale też z naszymi słabościami i grzechami, łącznie z tym, że czasem pojawia się pokusa przekombinowania Boga na nasze.

Czekamy i kombinujemy? Czy działamy i z Nim omawiamy nasze życie?

SŁOWO