Zaznacz stronę

Czasem ludzie piszą, że Msza Święta, którą odprawiam jest zła między innymi dlatego, że „przodem do ludzi”, a przecież staję przed Bogiem. Rzecz w tym, że stojąc twarzą do ludzi, Chrystus jest właśnie w centrum. Wszyscy mamy Go przed oczami. Na ołtarzu. Ja nie jestem w centrum, bo On jest przede mną. Nie wtedy potrzeby stać tyłem do ludzi, bo razem – i ja i oni – adorujemy tego samego Pana.

Czasem zaś słyszę, że język nie ten, bo powinna być łacina. Tak już mam(y), że do tego, kogo kochamy chcemy mówić w języku, w którym znamy niuanse. Liturgia to nie zaklęcia, które trzeba dokładnie wypowiedzieć, by zadziałały. Liturgia to modlitwa, to spotkanie z Ukochanym.

Problemem nie jest taki czy inny ryt. Problemem nie jest taki czy inny język. Problemem jest brak wiary. Ignacy sformułował w Fundamencie bardzo prostą i ważną zasadę: jeśli coś MI służy do celu (jest nim chwała Boga i zbawienie duszy), to z tego korzystam, a jeśli MI coś nie służy, mam się nauczyć to zostawiać.

Jasne, zaraz usłyszę, że przecież wielkie autorytety Kościoła mówią inaczej, że trzeba do „starej liturgii” wrócić. Rzecz w tym, że w czasach „starej liturgii” tak samo ludzie profanowali Najświętszy Sakrament, tak samo słabo wierzyli, tak samo zdradzali małżonków, tak samo zabijali nienarodzone dzieci. Traktowanie rytu Mszy jako lekarstwo na zło świata jest magicznym myśleniem. Ludzie mogą się zebrać w grupę, jako bardzo świadomi swojego wyboru i tak naprawdę się wyselekcjonować i będą sprawiać wrażenie, że ich wybór potwierdza ich wnioski. Rzecz w tym, że kiedy coś staje się powszechne, do to tej powszechności wchodzą bardzo różni ludzie i wtedy można odnieść wrażenie, że widać tylko zło.

Fajnie by było gdyby ludzie tak bardzo zaangażowani w „starą liturgię” – zaangażowali się w codzienną i niedzielną liturgię w swoich parafiach. Byli ministrantami i lektorami, zrobili piękną liturgię z kadzidłem. Niestety nie widać ich na codzień, nie widać ich miłości do liturgii całego Kościoła, a tylko do tego, co nadzwyczajne. To nie zarzut, po protu nie rozumiem tego.

A wracając do autorytetów, one tak mają, że często lubią powoływać się na Boga. Ale to dość niebezpieczne jest.

Ciagle zapominamy, że to Jezus nas zbawił swoją Krwią, nie my – naszymi obrzędami. A najlepszy ryt jest ten, który prowadzi mnie do celu, który sformułował Ignacy, a nie który ja sobie wyznaczam.