Zaznacz stronę

images

SŁOWO

Ta Ewangelia mówi o tym, że jesteśmy cały czas kuszeni do tego, by Bogu nie wierzyć, by nie widzieć w Nim dobrego Ojca, tylko właśnie kogoś, kto „czegoś od nas chce”.
Pierwsza rzecz to prostota. Modlitwa, której uczy Jezus jest prosta. Odnosi się do podstawowych spraw. Wielu ludzie odchodzi od modlitwy, bo albo wydaje się im, że modlitwa musi być jakąś skomplikowaną sprawą, albo uważają ją za sprawę bardzo banalną.
A Jezus pokazuje, że w modlitwie najważniejsza jest intymność. Nie mówi „Boże”, zaczyna modlitwę od słowa „Ojcze”. To jest nie tylko bardzo intymne słowo, ale też bardzo uwalniające, dające naszej modlitwie przestrzeń wolności w tej najważniejszej więzi. Normalne relacje z ojcem są przesiąknięte szacunkiem, ale nie lękiem, dają przestrzeń do swobodnego wypowiadania tego, co się w moim życiu dzieje i jest dla mnie ważne.
A później Jezus odwołując się do bardzo codziennych sytuacji i pokazując naszą, ludzką dobroć, która nie zawsze ma źródło w dobrych intencjach, ale nawet taka ułomna jest dla Boga ważna. Pokazuje, że to, co my nazywamy ludzką dobrocią ma swoje źródło w dobroci Boga, która jest o wiele większa od naszej.
Druga jest taka, że On jest Dobry. I to nie jest dobroć, którą można porównać do czegokolwiek w tym świecie. Nasza dobroć, choć nas na nią przecież stać, często podszyta jest jakimś interesem. Wcale to nie musi być coś wielkiego, ale nawet wspomniany w Ewangelii „święty spokój”.
Pokazuje nam, jak jest dobry nie dlatego byśmy się „fajnie” czuli, ale by się stało z nami, to o czym pisze Paweł w II czytaniu – byśmy umarli, bo to jest jedyna droga do tego, by ŻYĆ.
Bóg niczego od nas nie chce, bo nie mamy Mu, co dać. Każda myśl mówiąca o tym, że On może chcieć czegokolwiek od nas, jest diabelską myślą. To zły próbuje człowiekowi wmawiać, że Bóg nie jest Ojcem, że jest kimś, kto życie komplikuje.