Zaznacz stronę

Przy okazji mojego wpisu do Adama Darskiego, pojawiło się wiele komentarzy i apeli do mnie, o tym, że nie mogę przebaczyć bez wyraźnej skruchy Darskiego. Wszystko, co piszę i mówię jest inspirowane moim chrześcijaństwem i Ewangelią. To wszystko czym się dzielę jest wynikiem mojego doświadczenia miłości Boga przez całe moje życie. Nie pisze o tym, co musi przyjąć każdy człowiek czy katolik. Zakładam, że mogę się mylić (to jest część dramatu mojej osobistej wiary), że świat naprawdę jest tak brutalny, że na przebaczenie trzeba jednak zasłużyć, publicznie o nie poprosić, zrobić publiczne hara kiry, bym ja, jako katolik mógł przebaczyć. Jednak moje doświadczenie wiary i lektura Ewangelii mówi mi coś innego.

Patrzę na Jezusa wiszącego na krzyżu. Cierpi, umiera niewinny człowiek. Pod krzyżem nie stała tylko Maryja, ale również ludzie, którzy „nie wiedzieli, co zrobili”, którzy się z Niego do końca nabijali, szydzili z Niego. Jezus wypowiada słowa przebaczenia właśnie nad ludźmi kompletnie nie myśleli o skrusze i proszeniu o przebaczeniu.

Patrzę na roztrzęsionego Piotra, który pewnego dnia zrobił heroiczny czyn i przebaczył siedem razy komuś, kto go skrzywdził. A Co powiedział Jezus? Nie „siedem, ale siedemdziesiąt siedem”. Ludzka wspaniałomyślność zatrzymuje się na siedem, Boża logika jest nieskończona.

Przebaczenie jest zawsze moją decyzją, że ja chcę odpuścić i nie trzymać człowieka i swojego serca w uwięzieniu nieprzebaczenia. Do tej decyzji trzeba tylko mojej woli, nie woli tego, który mnie krzywdzi. Do tej decyzji trzeba jedynie mojej decyzji, o nie trzymaniu w sobie urazy („urazy chętnie darować”). Przebaczenie mnie uzdalnia do przyjęcia przebaczenia od Boga i drugiego. Każde nieprzebaczenie sprawia, że sam nie mogę o nie prosić Boga i drugiego. Nie zadziała po prostu.

Nie ma w nauczaniu Biblii i Kościoła niczego, co pozwalałoby nam nie przebaczać. Za to jest wezwanie do radykalnego przebaczenia wrogom (jeśli wy nie przebaczycie, Ojciec Wasz nie przebaczy wam).

Jest za to w nas (o tym też już pisałem) mocny egoizm, który nie pozwala nam odpuścić. Świetnie to widać właśnie tym przykładzie, jak wielu z nas, nawet w wulgarny sposób, domaga się nie tyle sprawiedliwości to satysfakcji z ukarania Darskiego. Widać to w tym, jak wielu z nas, choć strasznie oburzonych czynem Adama Darskiego, udostępnia filimik i zdjęcia z niego (choć oryginały już zniknęły). Widząc te filmy i zdjęcia na profilach katolików mam nieodparte wrażenie, że Jezus i Jego cześć stają się dla wielu z nas narzędziem do publicznego biczowania grzesznika. W tym egoizmie jest problem, że my nie chcemy odpuścić nie dlatego, że on się nie upokorzył, ale dlatego, że nie mielibyśmy już pożywki do linczu.

A do czego jest potrzebne Adamowe przyznanie się do błędu? Do pojednania. Ale to juz inny temat. Ciągle mylimy pojednanie z przebaczeniem.