Zaznacz stronę

SŁOWO

Adwent jest po to byśmy się uczyli czekać na Pana, a nie byśmy chcieli pierwsi do Niego przyjść. To On przychodzi, by nam dać siebie, a nie po to, by coś od nas wziąć. 

Pan z dzisiejszej Ewangelii wymaga czuwania. Daje swoim sługom zadanie dbania o swój dom i każe im czuwać. Oddramatyzujmy tę Ewangelię. 

Jego dom, to nasze życie. Dostaliśmy życie. I zanim zaczniemy przed Bogiem cokolwiek udowadniać, zacznijmy ćwiczyć radość z tego daru. Mamy życie. To jest dar darmowy, za niego się nie płaci. I może ktoś na tym się w Adwencie zatrzyma i mu to wystarczy – chcę ćwiczyć wdzięczność za życie. Mam wrażenie, że wielu z nas w Kościele ma z tym problem. Wolimy się babrać w naszych słabościach, grzechach, szukać dziury w całym, bo sobie wkręciliśmy, że chrześcijaństwo to samooskarżenie. 

Może zamiast udowadniać swojemu małżonkowi jak jesteś fajnym mężem, fajną żoną, to uciesz się tym, że nim jesteś. Zanim zaczniemy od dzieci wymagać, ucieszmy się tym, że są. Zanim będziecie się zastanawiać, co w sypialni można, a czego nie – ucieszcie się seksem. Zanim przyniesiesz Bogu kosz swoich uczynków, posiedź przed Nim bez niczego i uciesz się, że Jest. Że ty jesteś.

Nakaz czuwania czym jest, jak nie zaproszeniem nas do życia uważnego; by żyć tak, byśmy nie powtarzali tej nieszczęsnej mantry: kiedyś zacznę żyć. Czuwać to zauważać w drugim Jezusa, a to zmienia nasze relacje. Od tych bardzo osobistych, intymnych, poprzez społeczeństwo, nasze biznesy, generalnie motywację do bycia dla drugiego. Czuwać to żyć tu i teraz, z uważnością na szczegóły. Macie tak czasem, że zanim trzaśniecie muchę, która was denerwuje, to się jej poprzyglądacie jaka ona jest piękna? Żyć uważnie to zatrzymać się i przyjrzeć się twarzy swojej żony, męża, dziecka. Zatrzymać się codziennie i na chwilę patrzeć, by dostrzec.

Oczywiście można swoje chrześcijaństwo i kolejny Adwent przeżyć po staremu. Muszę żyć, bo się urodziłem. Muszę zasłużyć u Boga na niebo, muszę się oskarżać przed Nim ze swoich grzechów, do końca tego nie rozumiem, ale muszę. A, no i zaczynamy Adwent, więc szybko grzebiemy w pamięci, co to jest, no i sobie przypominamy: to czas, w którym nie jemy cukierków, nie pijemy whisky, ale w święta wszystko sobie nadrobimy. (Na marginesie. Post jest dobry, czasem nam go potrzeba. Nie Bogu, ale nam – by odpocząć.)

Tym wszystkim polecam raz jeszcze lekturę Izajasza.  My wszyscy byliśmy skalani, a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata. Ta szmata to współczesna podpaska. Służyła kobietom w dniach okresu, a więc była przedmiotem bardzo nieczystym w sensie rytualnym. W oczach Pana, nasze dobre czyny, nie grzechy!, tyle właśnie znaczą. Taki przedmiot jest odrzucony, trzeba go spalić.  Cała nasza sprawiedliwość, dobre uczynki są czymś, co jest jak skrwawiona podpaska. Dlaczego kobieta ma krwawienie? – bo nie zostało stworzone nowe życie. To, co było do tego potrzebne zostało „zmarnowane”, czyli nasze dobre czyny, wspaniałe postanowienia, spinanie się w sobie żeby być super, to wszystko jest na nic, jeśli z nich nie tworzy się nowe życie, a jest tylko przestrzeganiem prawa (Beata Chętnik).

To mocne słowo ma nas ustrzec przed naszym: ja się nawróciłem, ja pościłem, ja pokazałem Bogu na co mnie stać. Ja, ja, ja.

W Adwencie, i w ogóle w chrześcijaństwie, nie chodzi o nas, ale o Tego, który przyszedł i przychodzi. Izajasz mówi: Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą czynił tyle dla tego, co w nim pokłada ufność. Bóg uczynił dla nas. My mamy ufać. Człowiek chce na odwrót: działać, pokazać Bogu, a On ma nam zaufać. 

Zacznijmy od tego – od zmiany myślenia.