Zaznacz stronę

Wraca do mnie tekst z Apokalipsy: obyś był zimny, albo gorący, w przeciwnym razie wypluję cię z moich ust (w oryginale jak podają niektórzy bibliści jest słowo: wyrzygam). To zdanie pojawia się w kontekście wyliczania zasług odpowiedzialnego za wspólnotę w Efezie. Opisuje wielką odwagę tego biskupa, jego wielkie poświęcenie. A jednak Jezus mówi, że ma przeciw niemu, to że odstąpił od swojej pierwotnej miłości i gorliwości, że spowszedniało mu, to co było jego wielką miłością, a więc sam Jezus. Już mu nie zależy na jakości relacji z Bogiem, że zadowala się tylko tym, że jakaś tam jest.

To tak, jak w naszych relacjach. Może przyjść taki moment, w którym przestajemy się starać o jakość, bo ta druga osoba po prostu jest i nie mamy już frajdy w staraniu się o nią. Wkrada się bylejakość i wzajemne oddalanie się od siebie. O to Jezusowi idzie w tym tekście, że w naszą, z Nim, relację wkrada się rutyna, bylejakość i wtedy przestaje być dla nas kimś ważnym, wtedy zaczynamy się tłumaczyć, że czasy nie takie, że Bóg – Bogiem, a żyć trzeba, że przecież jesteśmy młodzi i trzeba się wyszumieć, że przecież jesteśmy już starzy więc grzechów nie mamy. I zaczynamy żyć jakby obok Niego, jakby już był w naszym życiu istotny z jednego powodu – bo tak trzeba. Tymczasem On mówi nie – takiej postawie. Albo jestem w twoim życiu, albo mnie nie ma – mówi do ciebie i do mnie. Nie ma trzeciej drogi, tu trzeba radykalizmu. Wszystko co ponad to, jest złem.

Wspominam o Apokalpisie, bo dziś w Ewangelii Jezus pyta o to samo: A wy za kogo Mnie uważacie? A więc za kogo Mnie uważasz? Kim ja – Jezus – dla ciebie jestem? Tak na serio, spróbuj sobie odpowiedzieć. Jednak nie automatycznie. Niech Twoją odpowiedzią będą – jak mówi Apokalipsa – Twoje czyny. Co z nich wynika? Że jestem zimny, czy gorący. Jestem z Jezusem, czy przeciw Niemu? Jaka jest moja z Nim relacja: zimna, letnia czy gorąca? I tylko szczera odpowiedź nas ratuje.

W dzisiejszych czytaniach nie idzie o to, by się oskarżyć i korzyć przed Bogiem, że słabym jestem i moja wiara ma się nijak do mojej codzienności. Idzie o coś całkowicie innego. O to byśmy się Bogiem przejęli i zachwycili. Bóg potrzebuje ludzi, nie wierzących w Niego, ale zachwyconych Nim, oczarowanych, oszalałych na Jego punkcie.

Paweł dziś mówi: Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana? Bóg jest tajemnicą, ale nie w sensie, że mamy się Nim nie zajmować, bo i tak nie damy rady Go zrozumieć. Bóg jest tajemnicą i pragnie byśmy się Nim zachwycili. Byśmy pozwolili Jemu – siebie uwieść. A w uwiedzeniu nie ma miejsca na kalkulację, na tzw. interes. Nie w nim czasu na liczenie zysków, jest niepewność, nieznajomość kolejnej chwili, dnia. I taki jest właśnie Bóg. Bo kto Go zna, kto wie, co On myśli?

My w prostym schemacie uważamy, że wiemy, że jest On kimś, kto czyha na naszą wolność, nasze życie, jest starcem zazdrosnym o nasz styl życia. Nic bardziej błędnego. Bóg ma już wszystko i niczego nie chce mi zabierać, chce mi jeszcze dać. Ja jedynie muszę chcieć się Nim zachwycić, przejąć, a do tego trzeba jednego – poznania Go.

Dzisiejsza scena z Ewangelii to dobre przypomnienie tego, o co tak naprawdę Bogu, w Jezusie idzie i jak bardzo nasze oczekiwania względem Boga rozmijają się z Jego Drogą. Kiedy Jezus pyta swoich uczniów, za kogo Go uważają ludzie, pada odpowiedź, że za Mesjasza. Miał on być wyzwolicielem politycznym uciśnionego narodu spod różnych okupacji. Mesjasz miał załatwić różne interesy, od ogólno krajowych, po osobiste. Tu warto się dziś pytać, jakie są moje, względem Niego – oczekiwania? Co jest moją motywacją chodzenia z Nim, za Nim?

Tymczasem On wskazuje na coś innego, coś co już nie znalazło się w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, a co zapisane jest parę wersetów dalej. Mówi o tym, co Go czeka w Jerozolimie, jak zostanie wydany na śmierć i jak zmartwychwstanie. Jezus nie przyszedł by nam życie umilać, ale by nasze życie wprowadzić na tory Prawdy. A ta nie zawsze jest zabawą.

Ta scena jest, jakby swoistym bilansem wspólnego bycia uczniów z Jezusem. Jakby Jezus stawał przed Piotrem i mówił, OK. Piotrze chodzicie, chodzisz od jakiegoś czasu za Mną, robimy fajne rzeczy razem, ale powiedz Mi teraz tak osobiście, Kim Ja, dla Ciebie, w ogóle jestem?

Czy rzeczywiście jestem Kimś, kto tak bardzo Cię zafascynował, że wszystko dla Niego oddasz, czy tylko chcesz ze Mnie zrobić broszkę, na marynarce Twojego życia? Zaryzykujesz Piotrze, czy będziesz tylko obserwatorem?

Obyś był zimny, albo gorący, a nie letni, w przeciwnym razie wyrzygam cię z moich ust. Mam przeciwko tobie to, że odstąpiłeś od swojej pierwotnej miłości i gorliwości, jako małżonek, syn, córka, ksiądz.

SŁOWO