Zaznacz stronę

SŁOWO

Bardzo lubię ten fragment Ewangelii, kiedy Jezus idzie do synagogi, w swoim rodzinnym mieście. Wybiera księgę Izajasza i odczytuje fragment swoistego manifestu, programu działania.

Dorosły mężczyzna, po latach przygotowań, pracy jako rzemieślnik, podejmuje decyzję, że to już czas. Czas na podjęcie misji.
Ważny jest czas i na podjęcie misji i czas samego strasu. Przygotowanie można rozumieć dwojako.

W sensie dłuższym, jako przygotowanie do czegoś zasadniczego w naszym życiu. Dla mnie formacja do święceń trwała jedenaście lat. Pamiętam, że jeszcze przed wstąpieniem i później w pierwszych latach, wydawało mi się, że to stracone lata, że powinniśmy być święceni po nowicjacie, szybko, bo młodzi, bo się nam chciało itd. Dziś widzę, jak wielką mądrością wykazuje się Towarzystwo, że tak właśnie jest. Lata spotkań z Bogiem, z ludźmi, praktyk wszelakich, studiów, kryzysów, upadków – to wszystko sprawia, że człowiek, kiedy klęka przed biskupem i przyjmuje święcenia, wie że jest gotowy w swojej nie-gotowości.

Są też przygotowania krótsze. Te, przed konkretnymi zadaniami, kiedy człowiek musi (powinien) ocenić okoliczności, swoje możliwości i posiadane środki.

Decyzja. Ten moment, w którym oceniasz to wszystko i podejmujesz ryzyko. Wychodzisz przed taką, czy inną publikę. I działasz.
To jest ten moment w życiu Jezusa.

Rozwija stary zwój Izajasza, czyta Słowo Boga i mówi bezczelnie, że to Słowo dziś się zrealizowało. I to jest trop dla nas. Nie chodzi, by przeczytać fragment z pisma i powiedzieć dziś spełniły się te słowa. To byłoby aktorstwo. Idzie o to, by stanąć przed człowiekiem (nie chodzi tu tylko o mówienie – po prostu w tym, co jest Twoją misją), odważyć się i zaryzykować.

Rozpocząć misję, to w pewien sposób spalić za sobą mosty. Nie, że ludzie i miejsca są złe, ale ryzykując muszę się nauczyć stawiać na siebie i Boga. To bardzo ważne, bo wtedy zdobywasz niezależność. Niezależność, jako ojciec, mąż, ksiądz, działacz, lider. Widać to świetnie w tej Ewangelii. Po chwili zachwytu nad Jezusem, Jego ziomkowie dodają znane nam doskonale – czy to nie jest syn Józefa?

A więc – masz misje? Ale taką misję, że kiedy ludzie patrzą na ciebie (ojca, męża, księdza, lidera) to się dziwują, skąd to masz? Bo przecież Cię znają, wiedzą, że Twój ojciec to były gliwicki kolejarz, a mama pracowała ostatnie lata w call center. Jeśli Twoja misja jest przeciętna (dla ciebie) może warto się nad nią mocno i głęboko zastanowić i zbyt szybko nie usprawiedliwiać chrześcijańską pokorą?

Kapujesz? Jezus wyszedł przed swoich ziomków i przeczytał kawałek Słowa Bożego, Słowa z Mocą, o uzdrawianiu, czynieniu wolnym i był na tyle śmiały, bezczelny (?), że dodał, to się dziś spełniło.

Miej misję, kłóć się o nią z sobą i z Bogiem. Domagaj się jej, od siebie i od Niego. Jesteś stworzony do wielkich rzeczy, nie do tego, by przesiedzieć życie z wielką nadwagą w rozwalającym się krześle, przy biurku z starym komputerem, oglądając kolejne dawki pornografii i tworząc kolejne profile na FB, by być kimś. Ty jesteś kimś. Tylko weź i pokaż innym to kimś.

Ta Ewangelia nie jest tylko Dobrą Nowiną, którą Bóg ci przynosi, że uleczy Twoje rany. Ten tekst jest też o tym, że Bóg nie chce w Tobie nieudacznika. I nie zasłaniaj się pseudokatolickim stwierdzeniem, że to o Jezusie. Tak o Jezusie, na którego Obraz, Ojciec dał nam życie.
Więc już wiesz, co masz robić!