Zaznacz stronę

563902_440363886077187_259628223_n
SŁOWO
Poczułem się jak Jeremiasz.
Wielu jest takich, którzy słowa Jezusa o ogniu wzięli sobie na sztandary. Od księży, poprzez katolickich bojówkarzy, aż do polityków. Zawsze, kiedy uznają, że ktoś nie pasuje do ich kanonu chrześcijaństwa, wyjmują ten kawałek i cytują ślicznie Pana Jezusa, o rzucaniu ognia. (Mi też się to zdarza, żeby było jasne).
Nie dalej jak w piątek, zapytałem na swoim profilu FB o „cud nad Wisłą”, albo raczej podzieliłem się swoją wątpliwością. Ów cud nie jest dogmatem wiary, więc uważam, że pytać mogę. Nie widzę cudu w tym, że jednym Matka Boża pozwala zwyciężyć, a drugich posyła „w piach”, nawet jeśli dołożymy do tego całą ideologię bolszewicką. Ostatecznie ginęli bardzo konkretni ludzie, którzy w większości też w Boga wierzyli. Nie o cudzie jednak chcę pisać. O reakcji. Od jakiegoś czasu mój profil i to, co pisuję tu i ówdzie jest monitorowane przez wielu światłych katolików. Są to ludzie, którzy podobnie, jak ja wierzą w tego samego Boga, wyznają wiarę w tym samym Kościele katolickim, ale diametralnie inaczej postrzegają to, co nazywamy chrześcijaństwem i duchowością w codzienności. Przedwczoraj, po moim wspomnianym wpisie, pojawiło się mnóstwo komentarzy. Kilkoro ludzi podało jakieś argumenty za tym, że cud był, ale większa część tej litanii dotyczyła mnie. Mojego człowieczeństwa, zakonnego powołania, kapłaństwa, intelektu, pobożności, patriotyzmu. Oczywiście wszystko na „nie”. Celowo nie angażowałem się w dyskusję, bo chciałem „posłuchać”. Nie podkręcałem, tylko, co jakiś czas czytałem. Poleciały gromy. Dostałem wiele opinii, które miały pokazać, co mi dolega, na co choruję i co powinienem zrobić. Wszystkie miały wspólny mianownik – albo zaczniesz gadać, jak my, albo jesteś „chory”.  Poczułem się jak Jeremiasz w cysternie, tylko dlatego, że mówiłem inaczej.
Jezus jest gwałtownikiem, ale ma serce nie skażone grzechem. My mamy być gwałtownikami, ale pamiętając o tym, że nasze serca są skażone grzechem egoizmu. Kiedy się o tym zapomina, gwałtowność staje się agresją skierowaną ku drugiemu.
Dobrze chyba wziąć te słowa do swojego serca i w swoim życiu rozpalić ogień. Nie ogień, który spali wszystkich „innych” na około, ale spali to, co we mnie jest egoizmem. Kiedy to się stanie, to wszyscy na około zaczną pytać o to, co mi się stało i co zrobić by tego doświadczać.
To prawda, że ta Ewangelia jest przeciwieństwem myślenia, że chrześcijaństwo to religia „świętego spokoju”. Autor Listu do Hebrajczyków poleca patrzeć na Jezusa, który nam w cierpieniu przewodzi. Cierpienie dlatego, że pozwolenie sobie na „ogień” sprawi nam ból. Stary  człowiek zawsze umiera w cierpieniach.
Jeremiasz był człowiekiem ognia. Ten ogień w nim, tak wnerwiał innych, że chcieli go zabić. Wrzucili go do cysterny. Tylko dlatego, że jego słowa wnerwiały przywódców. Chcieli na niego zrzucić swoją klęskę, oskarżyli go, że jego słowa przysparzają klęski narodowi. Kiepski ze mnie psycholog, ale mechanizm znam. Przerzucić na innych swoje frustracje i opakować to tanią ideologią.
Ja się poczułem jak Jeremiasz.
Ty też masz do tego prawo.
Ale obaj pamiętajmy, że On przyszedł rzucić ogień na ziemię i pragnie, by płonął. Nie podpalajmy jednak stosów, a podpalmy swoje serca. Ty – swoje, ja – swoje. Tylko po to by spalić „starego człowieka”. A to boli, ale mamy Przewodnika.