Zaznacz stronę

Czyta i ogląda mnie każdego dnia trochę ludzi. Chcę Was dziś przeprosić. Za to, że ja nie jestem księdzem mocnym, takim co myśli logicznie, ma odpowiedzi na każde pytanie i nie jest nastawiony na walkę z wrogiem. Nie, nie kokietuję. Wiem, że czasem mówi się o mnie: mocny w gębie, bezczelny itp. Nie, nie jestem taki. Ja się boję, jak pisałem w ostatnim tekście na DEONie, jestem kimś, kto nie wie wielu rzeczy. Często o sobie mówię: „uwikłany w Boże rzeczy”. Nie jestem profesorem – bym miał niezawodne argumenty, nie jest silnej wiary – bym mógł wam pokazać cuda, które przekonają, nie mam silnej woli – by pociągać swoją osobowością. Bóg nie dał mi tych rzeczy, a części z nich nie wypracowałem. Nie mam nic. Mam tylko to, że jestem jezuitą i księdzem, gdyby nie to – nikt z was nawet nie wiedziałby, że jestem. Nic swojego. Wszystko od Niego, to sprawia, że czuję się czasem przez Boga „zmanipulowany”, że nie ja „tu” powinienem być i nie ja powinienem mówić i robić te wszystkie sprawy.

Nie jestem silny w wierze, jak mówicie i piszecie. Nie jestem super księdzem i jakimś innym – lepszym. Nie jestem też ostatnim gnojem – jak piszą inni. Jestem, jak my wszyscy: pełen wątpliwości i pytań. Bóg mi każe czasem robić rzeczy, których nie chcę robić, bo wcale nie ma z tego profitów. To On jest sprawcą większości moich działań. Wiem, to jest bezczelna teza i nie do udowodnienia. Nie chce udowadniać, chcę tylko powiedzieć, że jestem człowiekiem. Nikim więcej. Słabym, grzesznym, ale mającym poczucie tego, że On JEST w moim życiu bardzo obecny.

Proszę was – jeśli widzicie zło w tym co robię, nie zaglądajcie tutaj, niech to miejsce umrze śmiercią naturalną. Nie chcę być powodem upadku kogokolwiek.

Proszę was, bez względu czy czujecie się moimi przyjaciółmi czy wrogami: módlcie się za mnie. Bardzo. Bym był takim jakim On chce, nie ja. Bardzo za to dziękuję.