Zaznacz stronę

SŁOWO

Bóg, w którego wierzymy, jest Bogiem – Sługą. To On odchodzi od stołu i usługuje. I o tym jest dzisiejsza Ewangelia.

Kupujemy kłamstwo złego ducha, polegające na tym, że wmawia nam obraz boga, który każe nam sobie służyć (ogranicza naszą wolność, nakłada na nas obowiązki czy rozlicza nas z pracy). Nieustannie pozwalamy sobie na to, by tracić czas na słuchanie podszeptów naszej natury, która chce, byśmy skupiali się tylko na sobie, a że z natury swojej jesteśmy ograniczenie, stąd rodzi się nasze sfrustrowanie i smutek.

Dzisiejszy fragment mówi o konieczności czuwania. Co zazwyczaj myślimy najpierw? Ano to, że nasze życie ma być ciągłym „sprawdzam”, taką nieustanną wartą, bo „nie daj Bóg, przyjdzie Bóg i mnie rozliczy”. Strasznie to niechrześcijańskie spojrzenie. Bóg nie musi nigdzie przychodzić, bo JEST. On znikąd nie musi się pojawiać. Na czym więc polega to czuwanie? Na oczach otwartych. Jeśli Bóg jest, a ja mam czuwać, to rzecz polega na tym, że mam się uczyć dostrzegać Jego służebną, w moim życiu, obecność.

Naprawdę Dobra Nowina polega na tym, że Bóg stał się człowiekiem i jest OBECNY. Cały czas służy człowiekowi, cały czas robi wszystko, by przekonać nas do swojej miłości. Prawdą jest coś bardzo strasznego, że to my jesteśmy złymi panami dla Niego, bo ciągle jesteśmy niezadowoleni z jakości Jego służby dla nas, albo w ogóle nie chcemy jej dostrzegać. Uwaga! Taka postawa nie wynika z tego, że mamy złe serca, ona wynika z niewiary w to, że jesteśmy Dziedzicami. To się nie dzieje ot tak. Stało się tak przez wylaną Krew Jezusa.

To trochę podobne jest to rozpaczliwego szukania przez kogoś pracy. Człowiek zdesperowany zrobi dużo, by ją zyskać. Podobnie jest z Bogiem. Byśmy w końcu uwierzyli, że jest Bogiem Miłości (a miłość to działanie), przyjął się do pracy na służbę każdemu z nas. Jego desperackim zachowaniem było pozwolenie, by człowiek przelał Jego Krew.

„Szczęśliwi oni” – człowiek, który pozwoli w końcu swojemu zakutemu łbu pojąć tę logikę, jest szczęśliwy. Nie może być inaczej.