Zaznacz stronę

SŁOWO

Kurczę, komu jak komu, ale Marii Magdalenie należało się to, żeby z Nim trochę pobyć. Wycierpiała się kobieta, a kiedy w końcu Go rozpoznaje, On jej mówi: „nie zatrzymuj Mnie”. Niektóre tłumaczenia mówią: „nie dotykaj Mnie”.

Ta scena nie ma nic z tego, co robimy w Kościele świętując Zmartwychwstanie i nasze spotkanie ze Zmartwychwstaniem. Nie ma tu żadnego siedzenia i skupiania się na sobie i świętowaniu. Jezus mówi: idź do innych, nie zatrzymuj mnie dla siebie, swojego samopoczucia, celebrowania mojej obecności.

Kochamy pogawędki przy herbatkach, piwkach, dyskusje na poziomie wirtualnego świata. Bawimy się często w chrześcijaństwo, ale nim nie jesteśmy. Wolimy nasze celebrowanie, które de facto często jest celebrowaniem siebie, swojego poczucia pobożności, blichtru, wielkich słów i myśli. Chcemy zatrzymać koniecznie Jezusa, wrażenie o Nim przy sobie, bo się nam wydaje, że w tym będzie nasze szczęście. Tymczasem ono jest w wyjściu do innych. Wyjściu z Dobrą Nowiną, z Ewangelią. Nie Ewangelią strachu, czy naszym wyobrażeniem religii chrześcijańskiej.

Nie rozpoznaje Jezusa, bo jest skupiona na swoich przeżyciach, na tym, że Go straciła, że jest jej źle. Można stać przed Bogiem Żywym i Go nie dostrzegać, mylić Go z kimś innym. Zawsze tak jest, kiedy cokolwiek innego skupia moją uwagę, nawet jeśli to jest uprawnione. Przecież ona miała prawo do bólu po stracie Pana. Ale nawet to, co dobre, należne, może zasłonić Pana Jezusa.

Maria rozpoznaje Jezusa w momencie, w którym On odzywa się do niej tak, że tylko ona „wie”. W wielkiej intymności. Od intymności się zaczyna. Nie na odwrót. Rozpoznaje Go, kiedy przestaje skupiać się na sobie, swoich odczuciach, a patrzy szerzej.

Intymne spotkanie z Bogiem sprawia, że później chce się o Bogu opowiedzieć innym, ono staje się siłą do ewangelizacji. Jeśli spotkanie z Nim zatrzymuje się na poziomie zewnętrznym, człowiek nie ma czego opowiadać, człowiek taki nie został przekonany przez Boga. Jedyne, co będzie chciał – ewentualnie – przekazać, to poczucie, że znalazł bezpieczne miejsce i będzie chciał to narzucić innym. Nie o to tu jednak chodzi.

Ewangelizacja rodzi się z intymnego spotkania.