Zaznacz stronę

Jezus mówi dziś prostą rzecz. Zdejmij swoją maskę i zobacz, jakie są motywacje twoich działań.

Dzisiejszy tekst Ewangelii zawraca uwagę na religijne maski, które możemy zakładać. Uczynki, jałmużna, modlitwa. Pewnie, że większość z nas już to wie, część z nas tym żyje. Dziś już tak  łatwo nie zobaczysz człowieka, który się modli i daje jałmużnę, czasem zobaczysz człowieka, który robi dobry uczynek wobec kogoś, kto może się odpłacić dobrem.

Jednak tych masek jest całe mnóstwo. Są ludzie, którzy udają wszystkowiedzących; pewnie, że mamy być mądrymi i wykształconymi, ale ilu jest takich, którzy ze swojej wiedzy robią oręż przeciw drugiemu? By dokopać, pogrążyć, a na koniec powiedzieć: ja mam rację. Ilu jest też takich, którzy zakładają maskę bidulka, ciągle podkreślają, że czegoś im brakuje, robią to tak sugestywnie, że wszyscy dookoła wiedzą, że te osoby się boją, że są wrażliwe i trzeba im pomagać, bo same nie dadzą rady.

Zastanawiam się, w jaki sposób rozumieć to zamknij się w izdebce? Może dziś znaczy to nie tyle, że mamy się modlić, bo to przecież robimy, ale może chodzi o konieczność szczerego wejścia w siebie, danie sobie czasu i przestrzeni do konfrontacji z samym sobą i Bogiem? Może ta nagroda, o której mówi Jezus, a którą sami chcemy sobie wypłacić, to jest nasze egoistyczne samozadowolenie? Nagrodą wcale nie musi być uznanie innych. To dziadostwo pod tytułem: „czynienie na pokaz” można także zobaczyć w relacjach z drugim człowiekiem. Na ile wchodzimy w relacje ze szczerością? Pokazujemy innym to, co dobrze wygląda, sprzedajemy miłe historyjki na swój temat, a w rzeczywistości jesteśmy pustymi ludźmi? Tak jak niektórzy chcą poprawić swój religijny wizerunek, tak inni mogą chcieć poprawiać swój obraz przed innymi, nawet tymi, którzy nas kochają i na nas opierają w jakiś sposób swoje życie.

Egoizm w nas jest i to w każdej dziedzinie. Od duchowości, poprzez rozwój, aż do relacji, również tych szczególnych, z osobami, które kochamy i nie ma się co oszukiwać, że go nie ma. Musimy się do niego przyznawać, bo tylko wtedy jest szansa na rozwój. Kiedy się spowiadam, zauważam wtedy często, że egoizm ma też ukrytą formę. Łapię się na tym, że mój grzech polega na tym, że przychodzi moment, w którym napięcie jest tak silne, że skupiam się na sobie, czyli brak modlitwy – odniesienia się do Pana, wynika wtedy z egoizmu, który jest ukryty przede mną samym. To nie jest tylko lenistwo w duchowości. To jest powiedzenie sobie (świadomie czy nie – to inna kwestia), że sam, tak jak potrafię, poradzę sobie z trudnością.

To wszystko, co dziś słyszeliśmy w Słowie, niech nie będzie powodem do zasmucenia, że być może daleko nam do tego, co Ono zakreśla. Ojciec podnosi nam dziś poprzeczkę, nie by upokarzać, stawiać wymagania ponad miarę, ale po to, byśmy znów stąd wyszli zapaleni do zmiany serca, a w konsekwencji do działania.

SŁOWO