Zaznacz stronę

1.
W 2011 roku byłem szczęśliwym wikarym, który odnosił sukcesy w swojej pracy. Byłem lubiany przez ludzi, młodzież, potrafiłem się pokazać. Byłem ważny dla wielu osób. W tym samym roku były wybory parlamentarne, a wcześniej kampania wyborcza. W publicznym dyskursie pojawiła się Anna Grodzka. Ja dołączyłem do tych, co publicznie okazywali jej złośliwość, często pod płaszczykiem obrony ortodoksji pisałem na jej wall’u i u siebie teksty, których się dziś wstydzę. Chciałem pokazać, że ona jest zła, a ja (my) lepsi. Czułem się silniejszy.

2.
W zeszłym roku poznałem Adama (imię zmienione) – człowieka, który dziś jest mężczyzną, a kiedyś był kobietą. Pierwszy raz w życiu osoba trnspłciowa stanęła przede mną i rozmawialiśmy długo i szczerze. Polubiłem Adama. W między czasie poznałem (wirtualnie) Kingę Kosińską. Od spotkania Adama (jeszcze przed spotkaniem w realu, było trochę maili) moje myślenie o osobach transeksulanych bardzo się zmieniło. Dziś skończyłem czytać książkę Kingi Brudny róż (Kinga – bardzo dziękuję za jej napisanie i podarowanie mi jej).

3.
Dziś dzieliłem się z Piotrem tym, że najczęściej można wśród wierzących (również duchowieństwa) spotkać dwie postawy wobec osób transpłciowych. Pierwsza: tak, ja cię akceptuję pomimo wszystko, zrobiłeś coś strasznego, ale religia każe mi być otwartym (tekst nie oddaje emocji, ale chodzi generalnie postawę konieczności nie odtrącania człowieka). Druga: zrobiłeś (aś) błąd, musisz to odkręcić i odpokutować. Bardzo je oczywiście uprościłem, ale często je spotkam. Trzeba tu oczywiście wspomnieć także o tej postawie, o której wspomniałem na samym początku, opisując swoje zachowanie dotyczące Anny Grodzkiej.

4.
Kiedy spotkam osobę transpłciową (niezależenie od tego czy jest przed, w trakcie czy po procesie) – spotykam człowieka. Takiego jak ja, nie gorszego, nie lepszego. Innego ode mnie, ale jego inność nie jest czymś, co sprawia, że jest gorszy. Jest to spotkanie z człowiekiem, który dokonał decyzji, trzeba to bardzo podkreślić: niełatwej i okupionej wielkim cierpieniem, te decyzje to nie jest kaprys nowego garnituru czy sukienki. To, co widzą nasze oczy, to jak zawsze jest tylko wierzchołek góry lodowej. Moją rolą nie jest ocenianie jego czy jej decyzji, ale przyjęcie osoby taką jaka jest. I to „taką jaka jest” nie może mieć wydźwięku pejoratywnego. Ono musi mieć dużo z Boga do człowieka – miłości bezwarunkowej, bez naszego „ale”.

5.
Każdy z nas ma prawo do oceny postaw, a nawet decyzji ludzi, ale nie może nasza ocena kończyć się na przekreślaniu człowieka, wyśmianiu go czy potępianiu w imię Boga czy chrześcijaństwa. Tutaj zaczyna się grzech przeciwko II przykazaniu. Bóg nigdy nie może być argumentem przeciwko człowiekowi. Oczywiście, można świetnie się asekurować, mówiąc: nie potępiam ciebie, ale Twoje czyny, ale mówiąc i pokazując to w taki sposób, że druga osoba, wie, że nie ma w tym miłości. Czasem oddanie życia będzie polegało na tym, że nie chcę patrzeć tylko na swoje odczucia, swój komfort, ale przyjmę najpierw Drugiego, nawet jeśli go kompletnie nie pojmuję, burzy on moje schematy, a nawet schematy, które wynikają z mojej wiary.

6.
Książka Kingi jest bardzo osobistym i bezpruderyjnym podzieleniem się doświadczeniem życia człowieka, który toczył i toczy swoją osobistą, codzienną walkę o siebie. Jest historią kobiety zwykłej, która nie jest kimś, kto miał kaprys, ale kimś, kto odkrył, że aby być sobą, musi podjąć szereg bardzo trudnych decyzji, za które płaci każdego dnia. Kinga jest kobietą, która ze swojego życia nie zrobiła hollywodzkiego scenariusza, ale podzieliła się – bardzo ryzykując – częścią swojej duszy z ludźmi, którzy mogą bardzo różnie zareagować. Jest odważnym człowiekiem. I to, co – dla mnie bardzo ważne – Kinga jest chrześcijanką. Całą swoją drogę życiową próbuje łączyć z Jezusem.

Nie, osoby transpłciowe nie są „inne”, są inne tak, jak każdy i każda z nas jest inny od Drugiego.