Zaznacz stronę

Każdego dnia doświadczamy mnóstwa bodźców: widzimy ludzi, obrazy, słyszymy głosy, doświadczamy smaków i zapachów. Zasadniczo jest to od nas niezależne – po prostu jest. Z naszej natury wypływa to, że te bodźce rejestrujemy i ich doświadczamy. Jednak, prócz zmysłów, Bóg dał nam rozum, który sprawia, że bodźce i sygnały, które do nas docierają, możemy przetwarzać, interpretować, uczyć się ich i wyciągać wnioski. Możemy i musimy nazywać to, co odkrywamy – to jest nasze zadanie od samego początku.

Jezus, kontynuując swoje wizje apokaliptyczne, cały czas łączy straszne obrazy z nadzieją i wezwaniem do braku strachu. Myślę, że można to śmiało przenieść na inne dziedziny życia. Chrześcijanin to człowiek, który idzie za nadzieją, ale i przez nią – na wszystko patrzy.

Ciągle męczy mnie pytanie: na czym polega radykalizm chrześcijaństwa? Nie przekonuje mnie stwierdzenie, że ów radykalizm to jest umartwianie, posty i ostre tezy wygadywane w mediach. To jest proste, to potrafi robić każdy człowiek, to może wynikać z charakteru, przeżyć czy sytuacji. Jestem przekonany, że radykalizm nadziei, radykalizm Ewangelii polega na widzeniu więcej, że za każdym złym uczynkiem, za każdym człowiekiem, który czyni zło, nie ma pustki, ale jest nadzieja. Nadzieja na spotkanie z Bogiem. Naiwne? Nie, to jest radykalne, bo ostatecznie dochodzimy do śmierci i w niej też trzeba umieć dostrzec Boga. Chrześcijaństwo to jest jeden wielki paradoks, ono dzięki łasce Boga we wszystkim widzi coś innego, niż wszyscy. Patrząc na zimnego trupa, który blednie i stygnie, widzi Boga, który daje Zmartwychwstanie, nie widzi końca, ale początek.

Człowiek idący za Jezusem cierpi jak każdy na tym świecie i – jak każdego – cierpienie go poniża, a jednak to właśnie nadzieja daje nam możliwość innego patrzenia również na cierpienie. Nie daje znieczulenia, nie daje ucieczki od rzeczywistości, ale daje „coś więcej”, niż to co się czuje i widzi w danym momencie.

Co to sprawia w naszej codzienności? Ano choćby to, że nie muszę być „uparta kozą”, która trzyma się za wszelką cenę swoich racji. Myślę tutaj o tym, co moglibyśmy nazwać światowym myśleniem i logiką, na siłę wpychanymi w chrześcijaństwo. Świetnie to pokazuje Franciszek; kiedy wielu chrześcijan, katolików mówi o konieczności izolacji od świata muzułmańskiego, bo zagrażają naszej cywilizacji i tożsamości chrześcijańskiej, papież pokazuje, że mamy się na nich jeszcze bardziej otworzyć, choćby w osobach uchodźców. Nie ma zagrożeń z zewnątrz, one są wewnątrz nas. Warunki zewnętrzne mogą nam utrudniać życie, ale nie mogą nam zabrać Jezusa.

Mogę widzieć świat inaczej. Tak, jak On. A On mówi prostą rzecz – wszystko przeminie, co sobie na tym świecie buduję, jedno nie przeminie – Jego Słowo, Jego obietnica. I to jest nasza siła.

SŁOWO