Zaznacz stronę

SŁOWO

Jezus podnosi poprzeczkę. 
Mamy myśleć inaczej. Mamy czuć inaczej. Mamy decydować inaczej. Mamy inaczej patrzeć na swój portfel (bez względu na to ile w nim jest, nawet jeśli jest pusty). Mamy inaczej patrzeć na „swoją” kobietę, „swojego” mężczyznę. Mamy inaczej patrzeć na swojego przełożonego. Mamy inaczej patrzeć na Kaczyńskiego, Wałęsę i ISIS. Mamy inaczej mówić o Kowalskiej. Mamy inaczej się zachowywać w kolejce na poczcie. Mamy inaczej używać youtuba. Mamy inaczej…

Inaczej niż wszyscy inni, nawet chrześcijanie.
 Co z tego, że zachowujemy się fair? Nic z tego. To na nic się nie przyda. Co z tego, że potrafimy gadać na poziomie z tymi, którzy myślą, jak my? Jakim prawem my – chrześcijanie – stosujemy logikę, że jeśli oni w nas walą, to my też musimy? Od kiedy, dla czystości wiary, przekonań, idei mamy prawo kogoś ogłosić głupkiem, ćpunem, zabić? Psu na budę cała ta nasza chrześcijańska wiara, jeśli ona będzie tylko światową logiką, miejscami ochrzczoną. Bóg kocha każdego człowieka tak samo, każdemu człowiekowi świeci słońce, od wschodu do zachodu. Nie sądzę, by Bóg był z bojownikami chrześcijaństwa, by był z tymi, którzy pod sztandarem krzyża chcą innych przygiąć do ziemi, w imię czystości wiary.

Swego czasu Benedykt XVI powiedział: Pojęcie Ecclesia militans – Kościoła wojującego – nie jest dziś modne. W rzeczywistości jednak coraz lepiej rozumiemy, że jest prawdziwe. Widzimy, że zło chce opanować świat i konieczne jest podjęcie walki ze złem. Znaleźli się tacy, co zrozumieli to, że trzeba wziąć miecze i wyrzynać niewierzących, błądzących i opornych. Walka, o którą tutaj chodzi, nie jest walką z człowiekiem. Jest walką ze złem, zaczynając od swojego osobistego nawrócenia, a później świadectwa, które zmienia innych. To jest prawdziwa walka, która zabija mnie (starego człowieka we mnie), a nie drugiego człowieka. Logika tego świata nie jest logiką Boga.

Być doskonałym to nie znaczy: doskonałością zabijać drugiego, a później pod płaszczykiem pseudopokory mówić o tym, że dziś chrześcijanin musi się bronić. Być doskonałym to wcale nie znaczy czerwienić się słysząc brzydkie słowo, by później powiedzieć człowiekowi – nawet grzesznemu, że jest idiotą. Psu na budę taka doskonałość. Na nic się to nie przyda.
Zawsze, w dyskusjach internetowych (i nie tylko), śmieszy mnie taka postawa, kiedy ktoś nie wiedząc, że jestem księdzem, zwraca się do mnie dość chamsko, a kiedy wychodzi, gdzieś po drodze fakt, że jestem księdzem, nagle mój rozmówca zmienia ton i między wierszami dowiaduję się, że on ma szacunek do duchowieństwa. Psu na budę taki szacunek, mnie i Bogu.

Jezus, dobry Bóg, podnosi poprzeczkę, byśmy w końcu inaczej myśleli, byśmy nie byli ochrzczonymi, chrześcijańskimi urzędnikami, broniącymi swojej okopanej twierdzy. My nie musimy bronić Kościoła (nas), bo idzie z nami Jego obietnica, że nic nam nie grozi. Po co nam ubezpieczenie od ubezpieczenia?

Czym więcej bronimy siebie, naszych przepisików, wchodzimy w dyskusje, kto był bezpieczniejszym papieżem dla Kościoła od Franciszka, itp, tym mniej wierzymy Jemu. Tak, wiem, jesteśmy dobrzy w tym naszym tłumaczeniu (się), że mamy być rozsądni. Rozsądek mi mówi, że właśnie jesteśmy bardzo nierozsądni, nie ufając naszemu Panu. Ufając swoim zabiegom, sprytowi, próżności i wiedzy sprawiamy, że Bóg jest nam niepotrzebny.

Jeśli zwalczam człowieka, brata, siostrę, by bronić swoich przekonań religijnych, by kłócić się o słowa, to co powiem naszemu Dobremu Bogu, kiedy przed Nim stanę?