Zaznacz stronę

Wielu mówi: jeśli na dolarach jest słowo Bóg, to dlaczego nie może go być w polskich paszportach?

Słowo Bóg może być wypisane nawet na najgorszych miejscach tego świata. Tylko co z tego? Same zgłoski i litery nie zbawiają człowieka. A bardzo często są przekroczeniem II przykazania. Są „braniem Imienia Boga na daremno”. Ilu to ludzi sprzedano lub kupiono za dolary?

Można nawet przegłosowywać obecność „Boga” na dolarach, w paszportach i innych miejscach. Można większością ustalić, że tego chcemy. Jednak czy – my większość – nie oburzamy się, kiedy ktoś chce przegłosować prawa nie zgodne z naszym myśleniem, czy wtedy nie mówimy: „demokracja nie jest Bogiem”.

W religiach pogańskich jest tak, że bóstwo, oczywiście za określone ofiary, jest z danymi ludźmi, narodem lub plemieniem. Chrześcijaństwo jest całkiem inne. Ono nie jest plemienne czy narodowe. W nim nie ma już „Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3, 28] To jest rewolucyjne myślenie, które zgubiliśmy dawno temu, kiedy zamiast się nawracać do Boga Żywego, zaczęliśmy naginać Boga do myślenia plemiennego.

Mój sprzeciw nie jest sprzeciwem dla niego samego, jest niezgodą na to, że zamiast pozwolić się Bogu wyprowadzać z lęku, my za wszelką cenę chcemy nasze lęki przykrywać Bogiem. Ktoś, kto ma słowo Bóg na ustach, sztandarach, dokumentach czy pieniądzach, bardzo często z Bogiem nie ma nic wspólnego, a po prostu łamie II przykazanie.