Zaznacz stronę

Szedłem dziś o 15.50 ulicą Kośnego. Szedłem na kolędę. Mijając szpital przypomniałem sobie zdanie Faustyny, która gdy zobaczyła obraz Miłosiernego, powiedziała: „Kto Cię wymaluje takim pięknym, jakim jesteś?”. Zastanawiałem się, dlaczego to mi po głowie krąży i przypomniałem sobie, że zaplanowałem dziś pójście do kina na film: Ignacy Loyola. Mówię sobie: ale człowieku jeszcze nie widziałeś filmu, nie wystawiaj recenzji przed.

Znam Ignacego od 1991, wtedy zacząłem go poznawać, bo poznałem jezuitów. Więc najpierw poznałem jego uczniów. Oni mi pokazali, że Boga można odrywać w sposób odważny, nieszablonowy. W międzyczasie miałem czas, kiedy podczas trzech lat poznawałem świat księży diecezjalnych. Fajne rzeczy chłopaki robili, ale świat, który mi pokazali nie był tak niestandardowy jak jezuicki. BYło w nim dużo poprawności, grzeczności i przywiązania do rodziny. Postawiłem na Ignacego, zacząłem czytać. Najpierw Konstytucja Towarzystwa (sic!), mając niespełna siedemnaście lat, przeczytałem je dwa razy – porwało mnie to. Później niektóre listy Ignacego, i w końcu zostałem wprowadzany w świat Ćwiczeń Duchowych. Przez rekolekcje (doświadczenie) i lektury. To, co zaczęło się dziać z moim umysłem, moim sercem było czymś niesamowicie świeżym w moim życiu. Nagle okazało się, że mogę szukać swojej, niepowtarzalnej ścieżki do Boga, że mogę myśleć w wierze, że Bóg zaprasza mnie do przygody, nie do odtwarzania schematów innych.

Poznałem świętego, który porwał mnie swoim sposobem myślenie, swoją precyzją, która prowadzi do zadawania sobie i Bogu kolejnych pytań, by w końcu znaleźć Tego, który jest odpowiedzią. Poznałem świętego, który stworzył takie Konstytucje, które mnie – siedemnastolatka pochłonęły na całe życie. Ignacy to mistyk, twardo stąpający po ziemi.

Dziś zobaczyłem film, który pokazał mi Ignacego, który był daleki od mojego Ignacego. Płaska historia, która z każdą minuta napawał mnie smutkiem powodowanym tym, że widziałem historię człowieka, który był pociągający, a w filmie został pokazany jako ktoś, kto kompletnie mnie nie poruszał.

Reżyser chyba nie przeżył Ćwiczeń, a uważam, że bez ich doświadczenia nie da się poznać Ignacego. Dla niego Ćwiczenia były osią wokół której budował całe swoje doświadczenie i dzieło życia, a zarazem były jego sposobem patrzenia na świat, ludzi, siebie i Boga.

Widzę tylko jeden powód zobaczenia tego obrazu: warto się przekonać, że Ignacy (według mnie) taki nie był. Ignacy z filmu bardziej przypominał przysłowiowego św. Franciszka (Franciszku wybacz mi) niż siebie samego.

Ignacy dalej czeka na dobry film.