Zaznacz stronę

VLOG

W poprzednią niedzielę zostaliśmy zaproszeni, by wyjść na pustynię. Najpierw, by spotkać się z Ojcem, później, by przez post poznać choć trochę siebie. Dziś znów jesteśmy zaproszeni na odejście z codzienności. Ten tydzień ma nam upłynąć nie pod znakiem pustyni, ale pod znakiem góry. Mamy zaproszenie, by wyjść z Panem w górę.

Wszystkie trzy czytania każą nam dziś spojrzeć w niebo. Spojrzeć w górę. Oderwać nasz wzrok od tego, na co patrzymy na co dzień. I tu nie chodzi tylko o to, że znów jesteśmy wezwani do oderwania się od naszych grzechów. Tu jest coś więcej. Abraham, Paweł, Apostołowie podnoszą swój wzrok nie po to, by stać się lepszymi moralnie, ale po to, by odpocząć. Ojciec zaprasza nas do odpoczynku. Do oderwania się od naszej codzienności, nie dlatego, że znajdują się w niej złe elementy, ale dlatego, że chce, byśmy zdobyli trochę dobrego dystansu do tego. Wokół czego teraz krążą twoje myśli? Domu, żony, dziecka, chłopaka, szkoły, może wokół tego kazania? Oderwij swoje myśli od tego i pozwól sobie na popatrzenie ponad nie.

Bóg mówi do Abrahama: obiecuję ci dużo. Jednak byś zobaczył jak dużo, musisz podnieść głowę. Paweł mówi nasza ojczyzna jest w niebie. A więc nie w tej rzeczywistości, którą mamy na co dzień. Jezus bierze trzech na górę i tam im pokazuje coś innego z siebie, niż na co dzień. Zostaw swoje myśli o codzienności, o najbliższych, o planach, o lękach i pozwól by Bóg wobec ciebie się teraz przemienił.

Do Abrahama Bóg przychodzi z obietnicą; apostołowie zostają postawieni w sytuacji niecodziennej; kiedy Bóg przychodzi, możemy czuć się zmieszani, możemy odczuwać zakłopotanie. Możemy, jak Abraham, pytać jak to się stanie? Możemy gadać bez sensu, jak apostołowie, o namiotach. Możemy, bo nie to jest istotne. Istotne jest zawierzenie. Zawierzenie Bogu, który obiecuje, że starzec będzie ojcem wielkiego narodu, że dziwnie wyglądający Jezus jest ich Mistrzem. To się liczy. Pozwolić Bogu na wyjście z schematu. Pozwolić Bogu na wejście w relację intymną, niepowtarzalną. To, co przeżyli bohaterowie dzisiejszych czytań, było nieszablonowe, wręcz nieortodoksyjne.

To jest kolejny etap postu – wejście na górę, by spotkać Boga osobiście, ponad schematami. Prócz odwagi wyjścia, prócz odwagi zmierzenia się z innym obliczem Boga, niż to, które nam wpojono, którego nas nauczono, trzeba też liczyć się z inną sprawą. Z poradzeniem sobie ze zniechęceniem. Jest tak w naszym życiu, również życiu duchowym, że kiedy coś jest nowe, nieznane, a nie przynoszące szybko efektu, może rodzić zniechęcenie i frustrację. Wtedy, często, się poddajemy, wycofujemy. Może warto chcieć w tym zaproszeniu Jezusa na wejście na górę zobaczyć zaproszenie do tego, by wytrzymać napięcie.

O tym, co się dzieje z człowiekiem, który nie chce podnieść głowy jak Abraham, nie chce wejść na górę, mówi Paweł. Wspomina o nich jako o ludziach, których dążenia, myślenie są przyziemne. Kręcą się wokół brzucha. Brzuch można tu rozumieć jako symbol wszystkiego, co związane z pożądaniem szeroko rozumianym, zaspokajaniem swoich potrzeb, troszczeniem się o to, by zawsze był pełny. Znów rozumiany symbolicznie. Dziś nazwalibyśmy to konsumpcyjnym stylem życia. Konsumpcyjny, niekoniecznie rozumiany jako kupowanie i konsumowanie. Bardziej idzie tu o taki styl życia, w którym ciągle czymś musze się napełniać. Informacjami, hałasem, obrazami, bodźcami. Ja czasem robię eksperyment i obserwuję siebie, ile czasu jestem w stanie wytrzymać bez jakiejś mojej zabawki. Czasem wyniki są zatrważająco słabe. Z tym, że póki co ciągle Pan przypomina mi dobrą nowinę i dla mnie, że Jezus jest mocen przemienić wszystko, co jest, a więc i moje słabości, moje słabe osiągi, w coś, co jest mocne.

Posłuchajmy głosu Ojca. To jest mój Syn, Jego słuchajcie. Mamy się wsłuchiwać w Jezusa. Podkreślam słowo WSŁUCHIWAĆ. Nie gadać do Niego, nie zasypywać Go postanowieniami, odbębnionymi praktykami religijnymi, ale wsłuchiwać się w Niego. To trudne. Tak jak i trudno nam słuchać naszych dzieci, żony, męża, córki, mamy, taty, kolegi, koleżanki. Łatwiej nie słuchać, a zawalać ich swoimi pomysłami na ulepszanie świata. Słuchanie wiąże się też z byciem posłusznym, słucham i daję posłuch temu, co słyszę. To jest mój Syn, Jego słuchajcie, Jemu bądźcie posłuszni. Jaka jest różnica, często widać w naszych rodzinach, słuchamy się, głos dochodzi do naszych uszu, ale już nic z tego słuchania nie wynika, nie jesteśmy po-słuszni.

Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem – zagłada, ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne. Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa.

SŁOWO