Zaznacz stronę

No i czego się boisz? Oskarżenia? Obmowy? Dostania po gębie? Boisz się tego, że wskutek fałszywego oskarżenia ucierpi twoja nieskalana opinia? Boisz się tego, że odwrócą się od ciebie bliscy i przyjaciele, że stracisz autorytet?

Każde takie oberwanie będzie okazją do obumierania kawałka egoizmu w nas, a to tylko może wyjść mi na dobre – czym mniej mnie, tym więcej Jego we mnie. Boimy się panicznie cierpienia i śmierci. To jest oczywiście naturalne, życie broni się przed śmiercią. Jednak chrześcijaństwo polega na tym, że uznając naturę za dobrą, próbujemy ją przekraczać, nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że wiemy, iż nie jest ona celem, a środkiem.

Słowa Jezusa odczytuję tak, że te sytuacje trudne, które są powodem mojego lęku, mam twórczo wykorzystać. Czyli to, co dla przeciętnych ludzi byłoby powodem do załamania, dla nas ma być punktem wyjścia do twórczego życia. Jest tak dlatego, że właśnie wtedy przestajemy budować swoją chwałę, a całkowicie musimy oprzeć się na Nim. Jeśli On w tym będzie – nic złego nam się nie stanie. Będzie nieprzyjemnie, nie tak, jakbyśmy (naturalnie) chcieli, ale nic złego się nam nie stanie. Nie w naszej sile (brawurze) jest sukces, ale w wytrwałości.

Chrześcijaństwo to nie jest azyl bezpieczeństwa. Ono jest – o ile jest świadomą decyzją – wejściem owcy w stado wilków. Na miły Bóg – wilki nie będą się tuliły do owieczki! Ale też owca nie idzie do wilków po to, by być głaskaną i by jej było dobrze. Ona tam nie idzie, by krzyczeć: „jesteście złe wilki i wasz świat jest zły”. To jest oczywiste. Ona tam idzie, by pokazać wilkom, że można żyć inaczej.

I czego się boisz? Tego, że umrzesz? Daj spokój. I tak umrzesz! A że wcześniej niż byś chciał? Pójdziesz do Boga. I to nie jest demagogia, to jest Dobra Nowina.

SŁOWO