Zaznacz stronę

SŁOWO

Herod chciał zabić Jezusa, Józef z Maryją Go ratują. Rodzina powinna ratować. Dorośli – dzieci i siebie nawzajem. 

Bardzo często Herodem, w naszych kościelnych kręgach nazywamy tych, którzy przeprowadzają aborcje albo tych, którzy się na nie decydują. Wiele kazań powstało na ten temat. A jednak Herodów, przed którymi trzeba bronić dzieci i uciekać jest więcej. 

Zobaczmy Herodów, którzy uniemożliwiają pochowanie utraconych wcześnie dzieci. Prawo, które zamiast pomóc rodzicom w cierpieniu stawia im kolejne kłody pod nogi. Mamy przepisowe, ale i przedmiotowe podejście do utraconego dziecka, które nazywa się materiałem biologicznym…

Zobaczmy Herodów, którzy zamiast być oparciem dla swoich dzieci, uciekają w wirtualny świat i używki. Rodzice, którzy dają sobie prawo do tego, by dzieckiem się nie zająć, albo powolutku je podniszczać, usprawiedliwiając swoje nałogi. 

Zobaczmy Herodów, którzy dają sobie prawo do bicia dzieci, do, jak to się dziś ładnie mówi: dawania klapsów. Zauważmy tych, którzy pozwalają sobie na krzyk wobec dzieci, ale bronią swojej godności, kiedy podniesie na nich głos ktoś dorosły. 

Zobaczmy Herodów, którzy w dzieciach widzą spełnienie swoich niespełnionych ambicji i przerzucają na nie swoje dorosłe lęki zmuszając je do morderczej pracy od rana do wieczora, nie gdzieś w Azji, ale tu w Opolu, to te wszystkie dzieci jeżdżące z jednej szkoły do drugiej. 

Zobaczmy te wszystkie dzieci dręczone przez Herodów, którzy są tak niedojrzali, że chłopcy są traktowani jak partnerzy, a dziewczynki stają się ucieleśnieniem żony, która jest bardzo niesympatyczna. 

Wspomnijmy też Herodów w sutannach, którzy, na różne sposoby, nie tylko seksualnie, ale także emocjonalnie, wykorzystują młodych. 

Herod chciał zabić Jezusa, bo Jego obecność, w myśleniu Heroda, była zagrożeniem dla jego poukładanego świata. 

Jako katolicy nie możemy pozostać tylko na potępianiu tych, którym rodziny nie wyszły i się rozpadły. Musimy popatrzeć na wszystkie te przestrzenie, gdzie stajemy się Herodami dla dzieci. 

Ta niedziela jest po to byśmy patrząc na rodzinę, naprawdę wymykającą się stereotypom, zapragnęli dobra w naszych rodzinach. Takie jakie są. Nawet jeśli bardzo daleko im od ideałów. To dobro zauważone w żonie, mężu, dzieciach, babciach i dziadkach jest bardzo ważne dla dalszego rozwoju. Zauważone dobro jest jak stabilna stopa na ziemi, bo dzięki niej można drugą zrobić krok do przodu, krok jakim jest pragnienie i działanie by było lepiej. 

W praktyce mogłoby to wyglądać tak. Zanim powiesz komuś w rodzinie o jakiejś sprawie, którą robi źle, którą powinien zmienić, powiedz mu najpierw jakieś dobro o nim/o niej. To naprawdę dużo daje. Wybija mnie z mojego egoizmu, a drugiemu daje prawdziwą miłość. 

Święta Rodzina to nie idealna rodzina. 

I popatrzmy na nich na chwilę. 

Józef. Mężczyzna, któremu posypały się plany. Znalazł śliczną kobietę, ale jego pomysł na realizację małżeństwa nie wyszedł. Maryja nie była standardową żoną. Dostał od Niej zapewne wiele miłości i czułości, ale jednak z bardzo ważnej przestrzeni jaką jest współżycie zrezygnował. To zawsze kosztuje. W pewnym momencie powiedział Jej by się spakowała i odeszła. 

A potem jeszcze kwestia emigracji za bezpieczniejszym życiem. Józef jest takim mężczyzną, któremu nie wyszły plany na małżeństwo i rodzinę. Odnajdujecie się w tym?

A Maryja? Czy i Ona nie chciała inaczej? Normalniej? A później zobaczcie jak Ją Jezus traktował? Czy tutaj nie odnajdą się wszystkie kobiety, które nie rozumieją swoich dzieci? Z tradycji wiemy, że prawdopodobnie została wcześnie wdową. Wierzyła, kochała, ufała, ale nie rozumiała. Czy tutaj nie znajdą się kobiety samotne? 

A Jezus? Z jednej strony ktoś, kto jest nieprzeciętny, a z drugiej, jak widzimy w Nazarecie odrzucony przez swoich. Niezrozumiany przez najbliższych. Myślę, że wielu z nas – jako dzieci – się tu odnajdzie, kiedy idziemy swoją drogą, a nasi rodzice, bliscy nas nie rozumieją. Ba, może nawet odrzucają. 

Święta rodzina to nie jest idealna rodzina. Jak Twoja. Może jesteś mężem, ojcem, któremu niewiele wyszło z cudownych planów, boisz się o byt swoich bliskich, może jestem żoną, matką, często opuszczoną i niewiele rozumiejącą z tego, co się dzieje, może opuszczoną, nawet w małżeństwie? Może jesteś dzieckiem, które musi się w końcu pogodzić z tym, że nie będzie wsparcia w najbliższych?

Są Świętą Rodziną, bo w tym, co codzienne, byli z Ojcem. A Ojciec nie jest tym, który zabiera trudności, ale uczy w nich kochać czyli przekraczać egoizm.