Zaznacz stronę

Kiedyś spotykałem się na nocnych rozmowach z pewnym fizykiem kwantowym. Niewiele rozumiałem z tego, co do mnie mówił, ale generalnie żył taką teorią, że Niebo, Zmartwychwstanie to kolejny wymiar. A Bóg jest nieskończoną ilością wymiarów. A skoro mieszkań jest wiele, to dlaczego nie miałyby być w takim obrazie? Myślę sobie, że Niebo jest realizacją naszej największej pasji. Bo pasja to życie w pełni, o którym mówił św. Ireneusz: człowiek żyjący w pełni jest chwałą Boga. Pasją Grzesia (Żona mówiła mi, że wszyscy tak do niego mówili) była i wierzę, że jest dalej fizyka. Fizycy to ludzie, którzy ciągle odkrywają i znów szukają na nowo. Wierzę, za moim Kościołem, że Grześ już znalazł Źródło.

Nasza pozycja jest inna. Jesteśmy raczej jak apostołowie z Ewangelii. Jezus im mówi o jakimś odejściu, mieszkaniach w domu Ojca, nic nie rozumieją. Zresztą zobaczcie to tak jak z nami. Od kilku dni najczęstsze pytanie brzmi: dlaczego?Niektórzy z nas milczą, inni płaczą, co pobożniejsi próbują mówić coś o niebie, o Bogu. Ale tak naprawdę wszyscy możemy podpiąć się pod pytanie apostołów: Panie, dokąd idziesz?

Widziałem wczoraj jedno z ostatnich zdjęć Grzesia, zrobione na 90. urodzinach cioci. Uśmiecha się na nim. Pani Agnieszka mówiła mi, że zawsze się uśmiechał. Wierzę, że uśmiech jest doskonałym odbiciem twarzy Boga. Bóg nie jest śmiertelnie poważny, ale jest w człowieku bardzo zakochany. To św. Paweł mówi o tym, że nic nas nie jest w stanie odłączyć od Miłości Boga, która jest w Jezusie. Nie tylko codzienne trudności, choroby, cierpienia, ale nawet śmierć. O to musimy dziś i w kolejnych dniach mocno zawalczyć: by uchronić w sobie, już nie tylko wiarę w Boga, ale dziś przede wszystkim nadzieję, że śmierć nie jest taką potężną siłą jak się nam zdaje. Choć jest brutalna dla nas – żyjących, to nie jest słowem ostatnim. Ostatnim – przez nadzieję – jest miłość, która jest tak potężną siłą, że moc przemieniać smutek i ciemność w radość i jasność.

Panie, nie wiemy, dokąd idziesz,nie znamy drogi, jesteśmy jak ludzie pozbawieni wzroku. Ja jestem drogą. Człowiek, który traci wzrok, na początku jest zrozpaczony, zmienia się kompletnie jakość jego życia, ale z biegiem czasu uczy się nowego rozpoznawania dróg, uaktywnia bardziej pozostałe zmysły. I nagle odkrywa, że można świat poznawać inaczej, a nawet, co często podkreślają, bardziej intensywniej. Może tak jest też z Jezusem, że po tak ciężkim doświadczeniu jak śmierć osoby ukochanej, człowiek może nauczyć się poznawać życie inaczej. Już nie widzi, ale uczy się kochać w inny sposób. Można kochać po śmierci, bo śmierć nie ma władzy nad miłością.

Kiedy dziś patrzymy na prochy Grzesia, musimy sobie zadać pytanie, nie o to co się z nim teraz dzieje – tym zajmuje się Bóg, który wie najlepiej czego Grzesiowi potrzeba, ale zadajmy sobie pytanie o naszą opowieść, do której jesteśmy zaproszeni?

Co jest moją pasją, która mnie nakręca w życiu? Czy jest nią miłość do drugiego człowieka, do stworzenia, które chcę poznawać?

Kiedy wspominam moje nocne rozmowy z fizykiem pasjonatem, a nie był to człowiek fanatycznie wierzący, bardziej poszukujący, to myślę sobie, że ten pęd, który mają naukowcy, choć może nieuświadomiony, jest pędem do odkrycia Tego, który jest Pierwszy; Tego, który jest wyjaśnieniem wszystkiego.

Kiedy patrzymy na prochy Waszego Przyjaciela, może jest to dobry moment na to, by podjąć decyzję, by wejść w Opowieść, która kończy się dobrze, bo Zmartwychwstaniem, w pełni świadomie. Z decyzją konkretną: chcę szukać, chcę się z Bogiem kłócić, zadawać pytania, mieć wątpliwości – jak ci z dzisiejszej Ewangelii, ale chcę także usłyszeć odpowiedź: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nie ma innej drogi do Ojca, jak tylko przeze mnie.Może to jest taki moment, w którym Grześ modli się za nas, o wiarę dla nas, o nadzieję, a przede wszystkim o miłość, która jest działaniem?

Wierzę, że tak, że on modli się za nas. Ale wierzę też, że i on potrzebuje naszej modlitwy, bo na tym polega miłość, że dajemy sobie nawzajem, dlatego módlmy się teraz za niego…