Zaznacz stronę

– Czy weźmie ojciec udział w modlitwie na granicach?
– Nie.

Musimy przestać się bać duchowości zwykłej, codziennej, nieakcyjnej.

Jakoś tak się stało, że ciągle dajemy się złapać na bożka ilości, siły i pokazywania swojej lepszości. No bo czymże jest kolejna akcja, która ma objąć „całą naszą umiłowaną ojczyznę”? Czy my naprawdę nie wierzymy, że codzienna duchowość tysięcy ludzi, którzy nikomu nic nie pokazują, „poza” codzienną miłością, która przekłada się na robienie dobra dla ludzi wokół, a która wypływa z ich relacji z Bogiem, może zmieniać i zmienia świat?

Co znaczy ocalenie ojczyzny? Czy ostoi się kawałek ziemi na którym osadzona jest Polska, a cała reszta się rozpadnie w pył; albo w jakich granicach ma się ostać nasza ojczyzna (nie ma między nami jedności co do granic) – współczesnych, sprzed wojny, a może sprzed rozbiorów. A czy ostatnie się naszej ojczyzny znaczy, że Bóg nas kocha bardziej od innych, albo innych od nas, no bo skoro zginą to pójdą do nieba, a my dalej będziemy się męczyć na tym łez padole? No i dlaczego ‘ocalenie’ miałoby znaczyć pozostanie na tej ziemi, w tych granicach i w doczesnym życiu? To wierzmy w końcu w życie wieczne czy nie?

Mam teraz taki czas, że udaje mi się wstawać wcześnie (a kocham spać) i codziennie siedzieć przed Najświętszym Sakramentem. Nic wielkiego się nie dzieje. Budzę się przed Nim. Myślę o tym, co było wczoraj, co czeka mnie dziś, walczę o to, by skupić się na Nim, nie na swoich myślach. Różnie idzie. A jednak czuję później, że te pół godziny przed Nim rano daje mi nadzieję przez cały dzień. A dni są bardzo różne, ale właśnie walczę o to, by najpierw samemu szukać Boga w TYM, CO JEST, nie wizjach związanych z przyszłością, a później uczę tego innych.

Nie, nie ma we mnie przekonania, że trzeba stanąć na granicach by się modlić za ojczyznę o ocalenie. Jest za to we mnie przekonanie, że trzeba ocalać nadzieję w każdym i każdej z nas, przez całe życie. Jestem przekonany, że więcej dobra robimy, kiedy nie jedziemy na granice by się pomodlić, ale wtedy, kiedy potrafimy dać uśmiech i uprzejmość tu, gdzie jesteśmy. To jest dla mnie ocalenie. Ocalenie człowieczeństwa, w którym objawia się każdego dnia Bóg.

Granica, na której muszę stanąć do pokornej modlitwy to mój egoizm, który mówi drugiemu: nie wpuszczam cię tutaj.

Wczoraj odmówiliśmy kolejny Akt oddania. Wcześniej kilka osób dzwoniło na parafię z pytaniem, czy będzie on odczytany w naszym kościele, bo to szalenie ważne. Pojawia się we mnie smutek, bo każdego dnia w naszym kościele odprawiamy trzy Msze Święte, które są szczytem modlitwy – już nic więcej nie można Bogu dać, już bardziej nie można Go przyjąć niż w Eucharystii. No, ale nam spowszechniała, dlatego szukamy nowych, dodatkowych wydarzeń. Po co?

Mamy codziennie pod dostatkiem Pokarm, który ma moc nas zmieniać, a więc zmieniać także naszą Ojczyznę. Zacznijmy z tego korzystać, z wiarą w siebie i Boga, a zobaczymy owoce. Inaczej będziemy wymyślać i prześcigać się w coraz to większych pomysłach, które dla wielu są magicznym środkami zmiany innych.

Mój Mistrz żyjąc w okupowanej przez wroga ziemi, nigdy nie mówił o obronie granic i walce z wrogami. On pokazał mi, że to, co mam i czego nie mogę sobie dać odebrać, to wolność serca, która jest mi niezbędna do miłości, którą mam dawać przeciwnikom. On nie mówił o ocaleniu ojczyzny, On mówił, że nasza Ojczyzna jest w Niebie. A nam ciągle coś się miesza, odwracają się nam porządki, za wszelką cenę chcemy obronić coś, co i tak się rozpadnie.

Chrześcijaństwo albo zmieni mnie, a później innych pobudzi do zmiany moje świadectwo, albo stanie się kolejną organizacją od happeningów.

– Dlatego nie wezmę udziału w tym przedsięwzięciu.