Zaznacz stronę

SŁOWO

Gorsząca wolność, o której było we wczorajszej Ewangelii [KLIK], ma oczywiście swoje konsekwencje. Każdy, kto chce być wolny i tej wolności uczyć innych, musi się z nimi liczyć. Konsekwencją jest śmierć.

Jezus tak bardzo zaczął burzyć ich świat, myślenie, że chcieli się Go pozbyć. Powiedzmy sobie szczerze, tu nie tyle chodziło o Boga, co o ich postrzeganie Boga, albo jeszcze bardziej o świat, który sobie zbudowali, a Boga wykorzystali do tego, by podeprzeć się Jego autorytetem.

Jezus pokazał, że jest wolny, że pozwala sobie na myślenie inne niż „szablonowe”. Ludzie tego nie lubią. I nie tylko, że tego nie lubią, to jeszcze się do tego „nielubienia” nie chcą przyznać. Bóg dla takich ludzi staje się pieczęcią, którą się stawia pod wyrokiem śmierci innych.

Jego wolność nie wynika z poczucia wyższości, ona wynika z niesamowitej świętości odkrywanej na modlitwie przed Ojcem. Czyny, których dokonuje człowiek wolny, świadczą o źródle jego świętości. Można w imię wolności zabijać, a można uzdrawiać i dawać życie. Owoce dają świadectwo, nie deklaracje.

W człowieku wolnym Bożą wolnością może pojawić się pokusa, by odpuścić, by dar wolności wykorzystać przeciw drugiemu, by zacząć budować swoją niezależność, by mając większy dystans do rzeczywistości, zacząć narzucać innym swój sposób postrzegania świata i wolności. W imię Boga ma się rozumieć.

Prawdziwa wolność nie potrzebuje krzyczeć, spierać się o siebie. Ona się „obroni” przez swoje czyny. Wszystko, co krzyczy i się spiera, jest tylko karykaturą wolności.