Zaznacz stronę

W naszym wędrowaniu ku Wielkiej Nocy, była już pustynia, a dziś jest góra. Góra przemienienia.

Jezus wchodzi na górę, by doświadczyć przemiany, której sednem wcale nie są cudowności: jasność czy przemieniona twarz. Istotą tej przemiany jest ujawniona tożsamość: Tyś jest mój Syn. Dla Jezusa to szalenie ważne. Musimy wdrapać się na swoją górę przemienienia i zapytać się siebie o to, co trzeba w nas przemienić. Nie chodzi tu o grzechy. Tu idzie o coś, co tak bardzo chcemy w sobie ukryć, co tak bardzo boli.

Pytania, które zadaje Paweł odsłaniają prawdę, że są w naszym życiu takie rzeczywistości psychiczne, duchowe, ale i fizyczne, które próbują nas przed Bogiem oskarżać, odłączać nas od Niego. Kiedy patrzymy na historię naszego życia, to odkrywamy w sobie pytanie, czasem głęboko zakopane: Boże, czy Tobie na mnie zależy, czy Ty się w ogóle moim życiem zajmujesz, przejmujesz? Te pytania są tylko kurtyną, za która znajdują się prawdziwe problemy. Od młodości, kiedy czuliśmy odrzucenie rodziców czy kolegów. Te wszystkie sytuacje, które ukrywamy skrzętnie przed innymi, a które sprawiają, że nie do końca jesteśmy pewni siebie, swojej historii, tego na czym to życie ma polegać. Mówię bardzo ogólnie, ale odsyłam was do osobistych historii. Do tego, co schowane głęboko. Na zewnątrz często jesteśmy kimś innym. To te historie, które generują pytanie: Boże, dlaczego zsyłasz na mnie zło, dlaczego pozwalasz, by przydarzały mi się straszne rzeczy? One w końcu rodzą w nas bardzo fundamentalne pytanie – czy Ty mnie Boże kochasz? To pytanie jest w nas i jeśli się z nim nie zmierzymy stracimy swoje serce. Źródła tych pytań sprawiają, że wiele osób wchodzi w cynizm, racjonalizację swoich problemów, po to by się z nimi nie zmierzyć. W końcu inni odchodzą od Boga, od życia które daję frajdę.

I właśnie dziś jest góra przemienienia. Byśmy weszli na nią i usłyszeli: nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Nie podnoś ręki na swoje życie. Nie próbuj zabijać siebie, swojego serca, marzeń, tego wszystkiego, co mówi ci, że jest szansa, nawet jeśli to bardzo przyduszone jest. Wejdź na górę, bo tam lepiej widać baranka ukrytego w krzakach. Można swoje opuszczenie i swoje głęboko zakopane pytania przeżyć inaczej. Wcale nie musisz zabijać człowieka w sobie, na ofiarę Bogu. On tego nie potrzebuje.

Wiem, że kiedy czyta się historię Abrahama, można ulec myśleniu, że Bóg go wystawił na próbę, za dużą próbę. Tylko, że zauważmy mały szczegół. Bóg nie mówi: Abrahamie weź swojego syna, zabij go i złóż w ofierze. Nie, mówi: idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków. Nie ma mowy o zabijaniu. To bardzo ważny szczegół, bo każe nam przesunąć nasze myślenie z krwawej rzeźni na coś ważniejszego. Izaak był wszystkim dla starego Abrahama. Bóg przez tę próbę, jakby pytał: jesteś w stanie dać mi wszystko, co jest twoim życiem? Wszystkie swoje oczekiwania, nadzieje, przyszłość, ale i lęki i obawy? To nie Bóg potrzebował ofiary, to Abraham jej potrzebował.

Po pustyni, na której uczyć się mieliśmy dystansu do siebie, wejdźmy dziś na górę, gdzie zmierzymy się, w sobie, z pytaniami, które zabijają nie tylko wiarę w Boga Żywego, ale także poczucie naszej wartości, nawarstwiają zranienia i kompleksy.

Przemienić swoje serce. Wiem, wiem, większość z nas boi się zmiany, większość z nas mówi: ja nie mam się z czego zmieniać, albo już wszystko zmieniłem. Bzdura Bracie i Siostro. My się po prostu boimy ruszyć czegoś, co nieźle śmierdzi. Lepiej to przypudrować i jakoś to będzie. Nie będzie. Nie bój się zmian, nie bój się, że komuś się to nie spodoba. Przemień swoją twarz, tak jak to zrobił Jezus. Przemień i nie bój się tego, że ty sam będziesz się z tym czuł dziwnie, że inni będą się czuli dziwnie, może nawet zgorszeni. Jak mawia jeden z moich współbraci: gorszą się tylko idioci, ty natomiast przemień swoją twarz, swoje życie i idź przed siebie. Swoją drogą.

Boisz się nie? Strach ma tylko duże oczy, tak jak mają je te wszystkie nasze pytania, które odzwierciedlają nasze lęki. Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? To jest nasza moc i siła – Jego obecność. On niczego za nas nie zrobi, ale podsuwa pomysły. Jak podsunął Abrahamowi – baranka. Może rozwiązanie twojej sprawy wcale nie musi być takie, jak ci się zdaje. Może wcale nie masz zabić swojego syna, czegoś najważniejszego, ale się do tego tylko zdystansować i rozejrzeć się za innym rozwiązaniem. Zamiast panikować zobacz, że jest coś więcej.

W drogę, na swoją górę, zabierz słowa Ojca, które dziś na tej Eucharystii wypowiada nad tobą: jesteś moim synem umiłowanym, jesteś moją córką umiłowaną.

SŁOWO