Zaznacz stronę


SŁOWO
Bóg przebaczył pogańskim Niniwitom, wbrew wszelkim religijnym intuicjom Jonasza. Bóg zrobił coś, co nie podobało się temu Hebrajczykowi. Jonasz miał swoją wizję tego, jak Bóg powinien działać, On wiedział „lepiej”, co Bogu wolno, a co nie. Czuł, że Bóg jest Kimś innym od niego, co do istoty i przede wszystkim inny w działaniu, dlatego, jak sam przyznaje, chciał od Niego uciec. Pan musiał ponownie przemówić do Jonasza, bo ten uciekł. Choć znał Boga, to jednak myślał, że uda mu się zagłuszyć Jego głos, zwiać w swoje sprawy, swoje życie i wizje.
Jonasz, który miał głosić nawrócenie, sam musiał się nawrócić. Ten, który miał powiedzieć ludziom o konieczności zmiany, sam musiał dokonać zmiany polegającej na tym, że to nie on jest sędzią ludzi i świata, nie on ustala, co dobre i co złe, co sprawiedliwe i niesprawiedliwe. Jonaszowi, chodziło o zobaczenie Bożej zemsty, nie chciał dopuścić do swojego myślenia faktu Miłosierdzia Bożego.
I to kocham w moim Bogu, że On ciągle jest inny ode mnie, że ciągle jest w Nim coś, co mi się nie podoba, albo przynajmniej chciałbym by było inne.
Kiedy wczoraj pisałem ten tekst, wszystkie agencje informacyjne cytowały wypowiedź abp Michalika (później prostowaną i tłumaczoną, jako lapsus). „Wiele tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nie raz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”.
Łącze Jonasza z abp Michalikiem (do pewnego etapu historii Jonasza), bo jednemu i drugiemu zdawało się, że z racji tego kim są mogą mówić, co chcą. Jonasz, jak już wspomniałem, miał w sobie przekonanie o tym, że religijność upoważnia go do stwierdzania, kto może, a kto nie być „przyjacielem Boga”. Kiedy czytam wypowiedź abp Michalika, która wpisuje się w wiele innych z ostatnich tygodni, a które padły z ust ludzi, których mój Kościół wystawił, jako swoich medialnych przedstawicieli, to nie potrafię tego usprawiedliwić zwyczajnym przejęzyczeniem. Dla mnie to jest owoc sposobu myślenia, postrzegania rzeczywistości i stosunku do człowieka.
Ostatnie dwa lata w moim życiu, to łaska (dla mnie) kilku rozmów z osobami molestowanymi (przez księży i świeckich), w różnym wieku. To, co łączy te historie to dramat i nie tyle same czyny seksualne, ale ta wręcz diabelska manipulacja psychiczna, której dopuścili się na nich oprawcy. Nie potrafię zrozumieć, jak można tak bardzo zmanipulować nie tylko dziecko, ale także osobę dorosłą, że ewidentne zło jest przedstawione, jako coś dobrego. Pedofilia, molestowanie seksualne zawsze jest winą oprawcy i nie można tej winy i odpowiedzialności rozmywać, nie można jej tłumaczyć trudnym dzieciństwem ofiary. Nie można.
Wiem, że za te słowa być może będę się musiał tłumaczyć, ale uważam, że tak, jak Jonaszowi było potrzebne nawrócenie (zmiana myślenia o Bogu i człowieku, a w konsekwencji i sobie), tak abp Józefowi też to nawrócenie jest konieczne.
Mi też ono jest potrzebne. Mam tego świadomość.
DOPOWIEDZENIE.
Od wczoraj dostaję, jak nigdy, sporo wiadomości na „privie”. Niektórzy mi dziękują i cieszą się, że tak to widzę i rozumiem, ale i są głosy przeciwne, że niepotrzebnie dokładam oliwy do ognia. Jednych i drugich sobie bardzo cenię, nie uważam, że jestem człowiekiem, który wie, co miał na myśli abp Michalik. Widzę te wypowiedź, jako obrazek czegoś szerszego, tego mianowicie, jak przez niektórych księży i hierarchów są/były traktowane konkretne Osoby (ofiary). Nie dołączam do linczu, ale próbuję zwrócić uwagę na to, że w tej całej bolesnej sprawie każde słowo jest zasadnicze. Każde.