Zaznacz stronę

SŁOWO

Paweł pisze, że wielkim pragnieniem jego serca jest to, by inni przyjęli Ewangelię, którą on sam otrzymał od Pana, jako ktoś jej niegodny.

Nie wiem, jak jest w Was, ale we mnie, podobnie jak w Pawle jest silne pragnienie, by Ewangelia stawała się dla innych nie tylko jakąś teorią do wyznawania, ale Słowem, które ożywia, daje wolność w myśleniu, działaniu i w stawaniu się odważnym, wyzwolonym z wszelkiego musisz.
 Jest we mnie takie pragnienie, nie dlatego, że jestem księdzem, ale widzę po dwudziestu paru latach, że Słowo Boga mnie zmienia. Jasne, że moi bliscy, moi współbracia znajdą milion moich grzechów i wad, ja sam też to potrafię zrobić. Jednak pomimo ich obecności w moim życiu, widzę jak się zmieniam, jak mężnieję, dojrzewam. Ewangelia staje się moją pasją.

Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie. Jezus daje nam Ewangelię, która ustawia nas do pionu, mówi w Niej, że On jest najważniejszy.
 Jest jeden tylko cel chrześcijaństwa: katolików, protestantów, prawosławnych. Celem jest pokazywanie Ojca. Nie siebie czy swojej pobożności.

Nie jestem godny głoszenia, ale to robię. Nie jestem godny bycia Jego uczniem, ale nim jestem. I szczycę się tym, że nie jestem tego godzien. To jest moja polisa bezpieczeństwa. Dzięki niegodności Bóg ciągle jest mi potrzebny.

Dobrze być chrześcijaninem, bo mogę odkrywać to, że mimo, iż jestem grzesznikiem, Pan pozwala mi być apostołem. Poronionym słabym, nie mającym żadnej mądrości, pewności, niczego. Poroniony to odrzucony, martwy, bez przyszłości. A jednak z Nim poroniony znaczy pełen nadziei.

Głosić Ewangelię, to głosić nadzieję, że życie każdego człowieka ma sens. Również tego, którego nie cierpisz. To musi się stać naszą pasją, aż do tego stopnia, że zaczniemy za to płacić cenę życia. Umierania powoli, każdego dnia coraz mocniej i bardziej, choćby w darze niezrozumienia przez innych i niemożności realizowania swoich pragnień i marzeń.

To nic, że czujesz się czasem jak poroniony płód. Liczy się tylko to, byś patrzył na Jezusa. Wtedy wszystko, choć dalej może być nieprzyjemne, nabiera sensu, bo jest miejscem spotkania Zmartwychwstałego.