Zaznacz stronę

Świętujemy dziś w Kościele rocznicę poświęcenia Bazyliki Laterańskiej. Dlaczego ten kościół w Rzymie jest tak ważny? Wydaje się, że raczej powinno się świętować coś związanego z Bazyliką św. Piotra, w której urzęduje papież. Nad głównym wejściem do bazyliki św. Jana na Lateranie, widnieje napis: Mater et Caput omnium Ecclesiarum Urbis et Orbis (Matka i Głowa wszystkich kościołów Miasta i Świata)Oznacza to, że Bazylika Laterańska jest najważniejszym kościołem całego świata – jest Matką wszystkich katedr i kościołów. To Katedra Biskupa Rzymu, który jest namiestnikiem Chrystusa na Ziemi. Jednakże dzisiejsze święto nie jest świętem architektury, nie jest świętem tradycji i historii. Dzisiejsze czytania każą nam zwrócić uwagę na inną świątynię, na świątynię Ducha Świętego, czyli nas samych.

W naszym współczesnym cywilizowanym świecie jest tak, że przyzwyczailiśmy się do brudu. I nie idzie mi tu o zewnętrzny brud. Przyzwyczailiśmy się do, jak to się mówi: zaniżania poziomu. Gdzieś w nas jest zgoda na to, że kiedy porównujemy siebie do innych, to często mówimy: inni są gorsi, kradną i są źli, ja przynajmniej w taki sposób nie robię. I tak nieświadomie schodzimy coraz niżej, bo coraz mniej od siebie wymagamy. Pozwalamy na umniejszanie wartości, które są dla nas ważne. Byle się nie wychylać. No chyba że coś nas osobiście zaboli, wtedy potrafimy zawalczyć. W innych przypadkach tłumaczymy się brakiem czasu, tolerancją, nowymi czasami, że to nie średniowiecze itd. A wszystko po to, by nic nie robić, by się zwolnić. Potrafimy zauważyć nieporządek w świecie, państwie, Kościele, rodzinie, wspólnocie, a zapominamy o prostym logicznym porządku, że te wielkie rzeczywistości składają się z małych elementów, takich jak ja i ty. Łatwiej powiedzieć niech inni zaczną, to i ja zacznę…

Świątynia jest miejscem, w którym dokonują się rzeczy inne od tych na co dzień, ale można z niej zrobić bożka. Można, w przeciwieństwie do przekupniów z dzisiejszej Ewangelii, tak ją uwznioślić, że nikt tam nie wejdzie. Nikt, nawet sam Bóg. Może się zdarzyć tak, że będzie cały czas – w naszym mniemaniu sterylna i czysta. Zamykamy naszą wewnętrzną świątynię na zamek i cisza. Mamy posprzątane i zapewnione, że nikt nie zburzy wewnętrznego, świętego spokoju. To są nasze utarte schematy, wyuczone formuły, nieprzyznawanie się do trudnych pragnień, nasze nie – pójście za pragnieniem modlitwy i Boga. Boimy się, że jak otworzymy, to stanie się to centrum naszego życia. Że nagle Bóg zacznie się wtrącać do naszych decyzji i naszej prywatnej części. Jakbyśmy podskórnie myśleli, że wymaga On od nas bycia co najmniej supermenem. Jakby wymagał od nas, że nasza świątynia ma być pięknym, do tego funkcjonalnym muzeum, w którym wszystko jest błyszczące i piękne. Tymczasem widzimy w Ewangeliach całkiem coś innego. Jezus buduje swoją wspólnotę na słabym człowieku. Mówi do Piotra, że to on będzie skałą i na niej wybuduje swój Kościół. Do Piotra, który choć miał dobre chęci i serce, to przecież zaparł się Jezusa. Kiedy był z Nim, to na śmierć chciał pójść, kiedy ta możliwość przyszła – uciekł i zaparł się Przyjaciela. Do Piotra, który będąc już przywódcą Kościoła wchodził w sytuacje, w których kombinował i nie potrafił być jednoznacznym.

Wspominam o Piotrze, byśmy sobie przypomnieli rzecz oczywistą, że Bóg wie, co znaczy być człowiekiem. Bóg wie, że człowiek jest słaby. A nawet czasem i głupi w swojej słabości. W naszym byciu człowiekiem jest miejsce na słabość, a nawet na grzech. Jezus dziś w Ewangelii walczy o oczyszczenie świątyni, ale nie walczy o jej szczelne zamknięcie. Ona dalej będzie miejscem spotkania grzesznego człowieka ze Świętym Bogiem, bo Bóg tego chce. Oczyszczenie polega na otwarciu okien i drzwi, na wpuszczenie świeżości, promieni słonecznych. To ryzykowne działanie, bo może się okazać, że to co do tej pory pachniało, jakoś wyglądało, w zderzeniu ze świeżością okaże się brzydko wyglądającym i śmierdzącym śmieciem.

Jezus użył bicza i pokazał się dziś inny niż zwykle – ostry i bardzo stanowczy, nie dlatego, że był fanatykiem religijnym, ale dlatego, że walczy o człowieka. Używa czasem ostrych środków, bo Mu zależy, byśmy się nie oszukiwali, byśmy nie zamykali swoich świątyń ani z obawy przed Nim, ani z obawy przed pobrudzeniem. Uderza biczem, bo czasem trzeba nas obudzić, byśmy z Boga nie zrobili dodatku do naszego interesu. Czasem być dla Niego, czasem w cieniu świątyni zarobić coś dla siebie, może nawet mały szwindel, czasem zapomnieć o Nim, ale zaraz się pomodlić, bo przecież świątynia blisko. Wtedy Bóg się bardzo wkurza. Wtedy, kiedy nie chcemy się Nim przejąć. Jednak to zawsze ten sam Bóg, który zaprasza do Przygody. Tylko trzeba chcieć. A więc chciejmy. My, to znaczy jako wspólnota, zapalajmy się nawzajem. Jak się spotykamy w ciągu tego tygodnia, pytajmy się jak ci idzie? Jednak nie tylko w interesach, ale i w relacji z Bogiem. Jak ci idzie walka o Boga w swoim życiu, jak ci idzie nawracanie siebie, a więc zmienianie swojego myślenia?

Nie bójmy się tego. Nie ma prywatnego chrześcijaństwa.

SŁOWO