Zaznacz stronę

SŁOWO

Myślałem jak to wszystko ugryźć razem – uroczystość i Ewangelię. Bo można przecież poopowiadać o Chrystusie Królu, o Jego władaniu i tyle, można wziąć Ewangelię i postraszyć sądem. 

W pierwszym czytaniu jest coś niesamowitego. Pan mówi: ja sam będę szukał moich owiec. To jest klucz do zrozumienia dzisiejszego święta, bo pokazuje i odświeża naszą pamięć, o tym, jaki jest Bóg, że jest tym który szuka każdego i każdej z nas i zależy Mu na człowieku. Potem mówi, że przyprowadzi nas (każdego) do swojego stada i będzie się nami opiekował. To jest Bóg, który jest Bogiem miłości, jest dla nas dobry. Dopiero, gdy to będziemy mieć w pamięci, będzie to naszym tłem do zrozumienia tej Ewangelii i uroczystości. Wtedy to święto nie będzie nas straszyć i nie będzie jakimś anachronizmem.

Zobaczcie, wierzymy w Boga, który jest Królem wszystkiego; to nie jest tak, że on jest Panem wydzielonych dziedzin życia czy świata, na przykład naszej religijności czy Kościoła. Jest Bogiem wszystkiego, to znaczy, że nie ma takiej rzeczywistości, która nie byłaby ogarnięta Jego miłością. 

Dzisiejsza Ewangelia nie ma nas straszyć możliwością pójścia na lewą stronę. Chodzi o coś innego. Bardzo często ludzie szukają Boga, zastanawiają się w jaki sposób Go znaleźć i zobaczyć, gdzie jest i jaki jest oraz jak funkcjonuje. Wymyślamy różne konferencje teologiczne, jeździmy na rekolekcje, piszemy i czytamy mądre książki, słuchamy konferencji, a nawet stawiamy pomniki Chrystusa Króla. Tymczasem dziś dostajemy klucz do odnalezienia Jezusa. Pan Jezus mówi: jak chcesz mnie znaleźć to popatrz na ludzi najuboższych, tych którzy potrzebują pomocy: chorych, cierpiących, samotnych, odrzuconych; czyli tych wszystkich, których na co dzień, raczej nie chcemy wiedzieć. Zobaczmy w ludziach to wszystko, czego nie chcemy doświadczać, w czym nie chcemy brać udziału; coś, co nazywalibyśmy marginesem życia społecznego. Generalnie chodzi o ludzi i ich cechy czy doświadczenia, którzy nie są z naszego pierwszego kręgu zainteresowań. Ludzi wykluczonych (każdy z nas ma inne kryteria, nie ograniczajmy się tylko do tego, co w czasach Jezusa takim było). 

Pan Jezus mówi: Ja w nich jestem; więc jeżeli chcesz być człowiekiem, który szuka Boga, który Go znajduje, to zanim weźmiesz udział w kolejnych rekolekcjach, przeczytasz kolejną książkę teologiczną czy pójdziesz w białej koszuli i pięknym garniturze do kościoła, to spójrz na tych, którzy nie są w twoim bezpośrednim kręgu zainteresowań.

Uwaga! Nie chodzi o to żebyśmy od razu biegli gdzieś, gdzie mieszkają bezdomni, zrobili akcję, że damy im paczki i będziemy mówić, że spotkaliśmy Chrystusa w cierpiących. Pomoc bezdomnym jest ważna, ale chodzi o to, żebyśmy zobaczyli najpierw w naszej rodzinie, w której żyjemy, czy jak w moim wypadku – wspólnocie zakonnej, na ulicy lub biedronce. Zobaczymy tych wszystkich ludzi, których nie chcemy zauważyć, bo zawsze znajdujemy jakąś wymówkę, znajdujemy jakieś powody do usprawiedliwienia siebie, że to nie nasz problem. Bo on jest głupi, bo śmierdzi, bo źle myśli, bo stoi po drugiej stronie konfliktu, bo pomalowali nam kościół czy chodnik. W nich jest Pan Jezus. 

Mi jest bardzo łatwo znaleźć Jezusa np. w tym, co mówi bp Grzegorz Ryś; łatwo, bo czuję, że tam jest życie. Tylko, że Ewangelia przypomina mi, że zanim zobaczę Jezusa w słowach Grzegorza Rysia, to muszę Go najpierw zobaczyć w człowieku, którego nie lubię, którego bym chciał wyeliminować z mojego życia, bo mi nie pasuje z jakichś powodów. Chodzi o to, żebyśmy spróbowali przez te Ewangelię zobaczyć Boga, który jest ukryty w tym, którym pogardzam.

Chrystus Król jest ukryty w tych ludziach, to znaczy, że ten którym gardzę, ten którego nie chcę wiedzieć przed swoimi oczami, który mnie drażni – ten jest dla mnie Chrystusem Królem. 

Zobaczcie gdybyśmy się rzeczywiście nawrócili i przyjęli tę prawdę, całkiem inaczej wyglądałyby nasze relacje. Oczywiście tu nie chodzi o nasze publiczne deklaracje, że będą Pana Jezusa widział w drugim człowieku. Chodzi o pewną dynamikę, która musi w nas być, polegającą na tym, że chcę spróbować uczyć się tego, żeby nie przegapiać Jezusa, który przychodzi w drugim, tym najbardziej przez mnie odpychanym i pogardzanym. Każdy z nas będzie miał jakieś swoje kryteria odepchniętych i pogardzanych. Warto się pytać o to jakie są moje?

To nie jest tak, że zrobimy manifest polityczno – społeczny i jedni powiedzą, że Pan Jezus to jest tylko w ubogich materialnie, a drudzy, że Pan Jezus jest tylko w homoseksualistach, których próbujemy odrzucić, albo że Pan Jezus to jest tylko w tych którzy mają się źle. 

Pan Jezus jest też w tych, którzy mają „wysokie stołki”, są na wysokich funkcjach, bo nimi też ktoś gardzi, ich też ktoś chce wyeliminować ze swojego życia. 

Przecież nie chodzi o to, żebyśmy sobie stworzyli ekipy chudych i tłustych owiec, ale o świadomość, że Bóg troszczy się o wszystkie owce. 

Jeśli ja nie będę zmieniał myślenia o Kościele i wspólnocie ludzkiej, w taki sposób, że Bóg kocha wszystkich ludzi, to Kościół będzie dla mnie tylko jakimś banałem, w którym będę chciał tylko utwierdzać się w swoich poglądach. 

W dzisiejszym święcie chodzi o to, byśmy zobaczyli Jezusa w każdym człowieku, w którym, po ludzku, słabo Go widać.