Zaznacz stronę

http://alookintomymind.wordpress.com/2012/07/04/freedom-in-christ/

SŁOWO
Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła.
Znacie Jezusa Chrystusa? Znać Jezusa znaczy być przez Niego przemienionym.
Czasem niektórzy mówią mi, że robię błąd nie mówiąc o wymaganiach i nie nazywając patologii społecznych po imieniu. Słyszę, że obrałem wygodny sposób mówienia o Ewangelii, bo nie mówię, co i jak trzeba robić.
Robię to świadomie. Żyjemy w świecie pełnym przepisów, wszystko jest opatrzone instrukcją obsługi, także religie się w to wpisują. Zrobisz to i to, zrobisz to w odpowiedni sposób, a osiągniesz zbawienie. Nastawienie jest na cel.
To choroba, która toczy wszystkie systemy wychowania, etyczne i religijne. Choroba zabijająca myślenie i twórcze podejście do życia. Co gorsza, często mówi się nam, że właśnie na tym polega chrześcijaństwo, że to jego esencja. Zaczniesz stosować odpowiednie zachowania, moralność i etykę to osiągniesz zbawienie, szczęście, ba – samego Boga. Drugim etapem jest oskarżenie. Nie potrafisz się z Bogiem spotkać? Nie czujesz chrześcijaństwa? To znaczy, że źle żyjesz. Źle się modlisz, jesteś nieszczery w swojej moralności. Tymczasem my potrzebujemy Życia.
Sprawa Jezusa Chrystusa z Nazaretu nie polega na jeszcze jednym dobrym systemie etycznym. Ona polega na tym, że Bóg chce byśmy sięgnęli do serca i odkopali w nim to, co zostało zakopane – nasze ukryte pragnienie Życia Prawdziwego.
To dość tragiczne, że dziś chrześcijaństwo kojarzone jest z tym, że Bóg chce nam zabrać nasze życie, przynajmniej w jego części. Tymczasem prawda jest taka, że On przyszedł dać je nam, w obfitości. Zobaczcie, jak bardzo kłamstwo wpisało się w świat, w nasze serce, że jest inaczej?
To kłamstwo żywi się w nas strachem. To co Bóg nam oferuje, wydaje się tak nierealne, tak nieprawdopodobne, że odczuwamy lęk. Widać to po naszym stosunku do śmierci, do przejścia na drugi brzeg. Kiedyś rozmawiałem z osobą niewierzącą, która powiedziała mi, że nadziwić się nie może, jak to jest, że ludzie, którzy mówią co tydzień, wierzę w życie wieczne, tak bardzo boją się śmierci. Dlaczego tak jest?
Nie idzie o to, że boimy się nieznanego, nie możesz się bać czegoś, czego nie znasz. Nikt tak naprawdę nie boi się nieznanego. To, czego się boimy to utrata znanego (de Mello).
Strasznie jesteśmy przywiązani do tego co już mamy. Do ludzi, rodziców, przyjaciół, dzieci, miejsc, poglądów i sposobu patrzenia na świat. Wystarczy tak uczciwie popatrzeć na różne dziedziny życia. Jest tak, jak mówi de Mello, przeraża nas świadomość, że moglibyśmy utracić wszystkie te podpory, zaczepienia. To, co często wydaje się na zewnątrz naszym dobrym słowem i czynem jest tak naprawdę interesem, który polega na zabezpieczaniu sobie życia i poczucia bezpieczeństwa. Łatwiej też żyć życiem innych: najbliższych i przyjaciół, niż swoim.
Jeśli znamy sprawę Jezusa, to trzeba nam na serio pozwolić dać się przemienić. Dlatego właśnie wolę mówić o pragnieniach i przygodzie, bo kiedy człowiek pozwoli Bogu się przemienić, pozwoli sobie na życie w nie-lęku, wtedy wszystko inne również się zmienia. A jeśli to nie zadziała, to chrześcijaństwo sprowadzone do moralności i etyki nie ma sensu, nie jest żadną Dobrą Nowiną, jest jeszcze jednym z różnych systemów, które tak naprawdę uciska człowieka, nakłada na niego pęta niewolnicze.
Nasza siła jest w naszym synostwie. Bóg w swoim Słowie, przez swoich proroków, będzie nam ciągle przypominał o co chodzi. A chodzi o to jedno, by przejść z pozycji niewolnika do syna, do córki!
Bracie! Siostro! Potrzebujesz życia. Nie możesz wyrzekać się najgłębszego pragnienia w swoim życiu (i jego realizacji), pragnienia życia przepełnionego szczęściem. Nie możesz pozwolić sobie na życie pełne smutku i wegetacji.
Naprawdę nie musisz niczego Bogu udowadniać, a już na pewno nie tego, że jesteś dobry. Bo On Cię stworzył jako dobrego. Nie traćmy więc energii na udowadnianie swojej dobroci, a żyjmy, to jest właśnie oddawanie chwały Bogu.
Nie traćmy czasu na strach, bo ten jest źródłem każdego zła. Zobaczcie, że czynimy źle wtedy, kiedy się boimy. Kłamiemy, bo boimy się prawdy, opinii, urażenia kogoś. Kradniemy, bo boimy się, że nie mamy. Zdradzamy, bo boimy się braku miłości.
Nam potrzeba posłuchania naszego serca i usłyszenia i pójścia za tym, co w nim jest. A jest, w nim, jedno pragnienie – życie na poziomie Dziecka Bożego. Życie wolne i pozbawione strachu.
Znacie sprawę Jezusa. Sprawa Jezusa z Nazaretu to nic innego, jak walka o Twoje życie. Doskonale ją znacie, pozwólcie by ta Sprawa w końcu przemieniła Wasze życie. Nie tylko uczynki, ale przede wszystkim myślenie.